Wybrzeże Czarnogóry | MDtravel
Friday, 3 September 2010.

Data: środa, 16 Sierpień 2006 autor: admin

Postanowiliśmy zrobić to wieczorem. Rankiem złapaliśmy busa do Resan (3 euro) – miasta nad Boką Kotorską. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe, ale palmy i śródziemnomorski klimat były miłą odmianą. Korzystaliśmy z przewodnika Bezdroży, który polecał odwiedzenie pobliskiego Perastu. Było to tylko dwa kilometry, wiec przeszliśmy to na piechotę. Po drodze widzieliśmy żółwie wygrzewające się na chodnikach, a w monastyrze, przez który przechodziliśmy (bo trochę się pogubiliśmy) zaproponowano nam sok z fig i przepyszne świeże owoce. Miasto Perast wygląda fantastycznie, warto je odwiedzić. Pochodziliśmy głównymi uliczkami kilkadziesiąt minut, po czym poszliśmy się wykąpać. Woda była zimna, ale nie przeszkadzało nam to. Po raz pierwszy w życiu widziałem rosnące na wolnym powietrzu mandarynki i cytryny. Gdy już się wykąpaliśmy złapaliśmy busa do Kotoru (1 euro). Kotor – miasto, którego starówka w całości wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO jest punktem obowiązkowym wizyty w Czarnogórze. Starówka i twierdza górująca nad miastem są imponujące i nawet tłum turystów nie przeszkadza w zwiedzaniu. Znów wybraliśmy nasza ulubioną formę zwiedzania miast, czyli szwędanie wśród budynków, ulic i zabytków… Kotor zrobił na nas niesamowite wrażenie. Wsiedliśmy do autobusu do Budvy (2,5 euro) i po ok. godzinie jazdy byliśmy w kolejnym mieście. Budvę jednak można przyrównać do naszych Międzyzdrojów – olbrzymi kurort pełen “wczasowiczów”. Z pomocą miejscowych policjantów odnaleźliśmy camping w centrum miasta, w którym zostaliśmy na noc (Autocamping Anton 4 euro/os/noc) Camping, był w pełni wyposażony, więc oprócz zjedzenia obiadu wypraliśmy wszystkie nasze rzeczy. Wieczorem poszliśmy poszukać przychodni, która była całkiem blisko. Kamil został, a ja wróciłem do namiotu, bo upalny dzień mnie wymęczył. Po godzinie przyszedł ledwo żywy Kamil, który dostał kilka zastrzyków w różne części ciała oraz dostał antybiotyki. Podobno to miało wystarczyć w leczeniu jego przypadku (koszta wizyty i lekarstw pokrył ubezpieczyciel – Signal Iduna – standardowe ubezpieczenie posiadaczy karty Euro 26) Po czasie można powiedzieć, że z powodu pogryzienia nie wyniknęły dalsze komplikacje, poza tym, że podczas brania antybiotyków Kamil musiał się oszczędzać. Noc minęła niezbyt spokojnie, ponieważ zewsząd dochodziły odgłosy z dziesiątek dyskotek, których w Budvie jat naprawdę dużo.

Ranem zwiedziliśmy miasto szwędając się po wszystkich kątach starówki. Po wizycie w Kotorze nie zrobiła na nas większego wrażenia. Autobusem pojechaliśmy do miejscowości Bar (ok. 2,5 euro), gdzie chcieliśmy zwiedzić Stary Bar, czyli ruiny miasta zniszczonego przez trzęsienie ziemi w latach siedemdziesiątych. Z dworca autobusowego idzie się dość długo, więc lepiej jechać autobusem miejskim, ale o tym nie wiedzieliśmy, więc szliśmy ponad godzinę W końcu doszliśmy do ruin, w których spędziliśmy sporo czasu chodząc uliczkami wśród pozostałości murów. Nie da się ukryć, że wyglądają one romantycznie – Bardzo nam się podobały. Stamtąd denerwując się na wysokie ceny autobusów pojechaliśmy stopem do miejscowości Ulicij. Jechaliśmy z parą Serbów, którzy jechali na plażę nudystów zapraszając nas, abyśmy jechali z nimi, bo będzie tam świetna impreza. Nie wiemy co straciliśmy, ale w każdym razie wysiedliśmy w Uliciju. To miasto w większości zamieszkane jest przez Albańczyków i faktycznie czuć to w “klimacie” miasta. Bardzo wyraźnie odcina się od wcześniej mijanych przez nas miejscowości. Jednak słynna twierdza, dla której przyjechaliśmy, zawiodła nas. Nic tylko mury przy przepełnionej plaży, na których znajdują się drogie knajpy i hotele. Moim zdaniem jeśli ktoś nie musi to niech do Ulicija nie jedzie – nie warto – jedyne co może zainteresować to odmienność zarówno architektoniczna, jak i kulturowa. Wyszliśmy na drogę wylotową z miasta i zaczęliśmy łapać stopa do Albanii. Na relacje z tego kraju zapraszam do następnej części…

Czarnogóra nas nie zawiodła. Mały i przepiękny kraj, który jednak powoli staje się drogi i za kilka lat z pewnością podzieli los wybrzeża Chorwacji, które pełne jest grubych Niemców i drogich kurortów. Jednak Czarnogórze pozostaną jeszcze góry, z których zdołaliśmy odwiedzić tylko jedno pasmo. Czarnogóra wydaje się być fantastycznym krajem na rodzinne wakacje. Wszędzie blisko, a atrakcji moc – morze, zabytki i góry. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się nam tam wrócić.

Tagi: ,
Kategoria: 2006 Bałkany, Czarnogóra | Komentarze (0)

Data: środa, 16 Sierpień 2006 autor: admin

Czarnogóra w przeciwieństwie do innych republik byłej Jugosławii prawie nie ucierpiała podczas wojny. Jej ślady są praktycznie niewidoczne. Wybrzeże Czarnogóry od wielu lat stanowiło miejsce letniego wypoczynku Serbów, więc infrastruktura jest bardzo dobrze rozwinięta. Nie brak hoteli, pensjonatów, kwater prywatnych, campingów. Jest tam bezpiecznie. Pierwszy sezon letni po secesji sprawił, że Czarnogórę odwiedziło o wiele turystów więcej niż w latach poprzednich. Moim zdaniem sytuacja ta będzie się utrzymywać, ponieważ Czarnogóra jest doskonała alternatywą dla drogiej Chorwacji, czy krajów Europy Zachodniej.

Przewodnik

Używaliśmy przewodnika wydawnictwa Bezdroża “Czarnogóra. Fiord na Adriatyku” wyd. 2003. Generalnie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Przewodnik godny polecenia. Używany przez wszystkich Polaków jakich spotkaliśmy w Czarnogórze. Posiada dobre mapy, a informacje praktyczne są bardzo przydatne. Opisy miejsc ciekawe. Jedynym minusem jest data wydania, ale nie zauważyłem, aby gdziekolwiek informacje były zdezaktualizowane. Prawdopodobnie w przyszłym roku będzie nowe wydanie

Mapy

Mapy można pobrać z mapovego servera lub z Poehali. O tym jak pobierać z Poehali na www.geostrona.pl

Język

Mieszkańcy Czarnogóry używają języka serbskiego. Jest to język z grupy słowiańskiej, więc przy odrobinie dobrej woli z obu stron, można się porozumieć po polsku. W miejscowościach turystycznych dużo ludzi (szczególnie pracujący w branży turystycznej) mówi po niemiecku i angielsku. Znajomość kilku podstawowych słów na pewno ułatwi komunikację.

Pieniądze

Oficjalną walutą Republiki Czarnogóry jest euro. Jest to wynikiem tego, iż przed styczniem 2002 walutą był marka niemiecka. Unia Europejska została postawiona przed faktem dokonanym i do tej pory nie wie co począć… Bankomaty w większych miastach i kurortach.

Noclegi

W miejscach turystycznych nie ma żadnego problemu ze znalezieniem noclegu – zarówno w hotelu o wysokim standardzie, jak i na campingu. Ceny nie są wygórowane. W górach Durmitor spaliśmy na dziko (bez problemów), w schronie górskim i pod namiotem przy schronisku (1euro/os/noc i 1 euro/namiot/noc). Korzystaliśmy także z uprzejmości ludzi i rozbiliśmy się u nich w gospodarstwie. Na wybrzeżu spaliśmy w Budvie na autocampingu “Anton” 15 min od dworca autobusowego za 4 euro/os/noc. Na wybrzeżu i w Żabijaku sporo naganiaczy, u których można wytargować ceny już od 5 euro/os/noc w kwaterach prywatnych (jeśli spędzimy kilka dni w kilka osób).

Koleje

Sieć kolejowa jest raczej słabo rozwinięta i nie mieliśmy potrzeby korzystania z niej. Znajomi jechali z Baru do Belgradu za 16 euro bilet normalny i 8 euro za okazaniem legitymacji Euro>26.

Autostop

Autostop istnieje i jest popularny. Ludzie zatrzymują się chętnie. Jedynie na wybrzeżu mieliśmy problemy, gdyż większość samochodów była przepełniona. Korzystaliśmy wtedy z niedrogich busików i autobusów.

Autobusy

To najpopularniejszy i najwygodniejszy sposób poruszania się po tym niewielkim kraju. Nie wiem jak sytuacja wygląda na północy, bo tam jeździliśmy stopem, ale na wybrzeży autobusy jeździły często i nie kosztowały wiele. Na dużych dworcach autobusowych bilety kupuje się w kasie, a na peron wejdziemy tylko z biletem. Na mniejszych dworcach bilety kupuje się u specjalnej osoby, która jedzie razem z kierowcą. (nawet w kilkunastoosobowych busach jeździ osoba, która tylko sprzedaje bilety).

Przykładowe ceny (sierpień 2006):

Niksić – Resan 3 euro
Perast – Kotor 1 euro
Kotor – Budva 2 euro
Budva – Bar 2,40 euro

Taksówki

Popularne są taksówki, z których usług wygodnie jest korzystać – wszystkie obowiązkowo maja kolor żółty. Co ciekawe, kierowcy nie chcą się targować. Mają ustaloną cenę i koniec – niżej nie zejdą. Kilkakrotnie taksówkarz pojechał dalej, bo nie odpowiadała mu nasza cena, mimo, że chcieliśmy dojechać w to samo miejsce, do którego on się kierował

Góry Durmitor

W Czarnogórze niestety odwiedziliśmy tylko jedno pasmo górskie – Durmitor. Są to najpopularniejsze góry w tym państwie, więc turystów jest sporo. Najlepszą bazą wypadowa jest Żabijak. Można kupić mapy na miejscu, ale my mieliśmy wydrukowaną z “Mapowego Serwera”. Szlaków jest sporo, ale są wymagające. Są to strome wapienne góry, w których, nie raz potrzeba rak, aby wejść dokąd się chce dojść. W niektórych miejscach są ubezpieczenia ze stalowych lin. Wstęp kosztuje 1euro, płatny w kasie przy wejściu w Żabijaku. Gdyby wejść w jakimkolwiek innym miejscu chyba nikt by nie chciał żadnych pieniędzy. Polecamy nocleg w “alaskim biwaku”. Jest to schron w dolinie wielka karlica. W środku jest naprawdę miło i przytulnie. Jedynym problemem przy biwaku jest brak wody (tylko topienie lodowca). Na mapie oznaczone są źródła, więc należy je brać pod uwagę przy planowaniu trasy.

Tagi: , ,
Kategoria: 2006 Bałkany, Czarnogóra | Komentarze (0)


Jak korzystać z bloga? Mapa Skąd brać mapy topograficzne???