Черногория | MDtravel
Friday, 10 September 2010.

Данные: Среда, 16 Sierpień 2006 автор: администратора


Pokaż Балканы 2006 na większej mapie

GALERIA Z CZARNOGÓRY

2006.08 Черногория

Tagi: ,
Kategoria: 2006 Балканы, Черногория, Карты | Комментарии (0)

Данные: Среда, 16 Sierpień 2006 автор: администратора

Nareszcie słońce. W Bośni i Hercegowinie prawie 10 dni deszczu… Idziemy w kierunku przejścia granicznego Scepan Polie drogą krajową, która jest szerokości naszej gminnej… Z Foczy musieliśmy iść bo, żaden transport publiczny nie dociera na granice a stopa złapaliśmy tylko do połowy trasy. Po drodze kupiliśmy wielki słoik miodu od przydrożnego sprzedawcy. W końcu zatrzymał się Golf na czarnogórskich numerach i jedziemy! Po naszej lewej stronie kanion rzeki Piva, przy którym znajdują się liczne ośrodki, które organizują spływy kajakowe tą rzeką. Właśnie w tym miejscu – po bośniackiej stronie trasy się kończą. Sama granica to kilka budynków na zakręcie, nad którymi dumnie powiewa złty dwugłowy orzeł na czerwonym polu, flaga Czarnogórców, którzy dopiero od kilku miesięcy maja w pełni niepodległe państwo (w wyniku referendum ogłosili secesję z Serbią). Bośniacki celnik sprawdził nasze plecaki, dziwiąc się, że w butelkach po 2,5 litrowym piwie przewozimy wodę. Był przekonany, że to szmuglowany spirytus. Nie wierzył nam tak bardzo, że sam spróbował… Po stronie czarnogórskiej nie było już takich problemów.

Jedziemy drogą, która została wykuta w skale w zboczu góry. Po prawej stronie jezioro zaporowe, które mieni się wszelkimi odcieniami turkusu, a po lewej ściana. Kierowca wyrzucił nas na punkcie widokowym w miejscu, gdzie dochodzi droga z wioski Trsa. Dopiero teraz mięliśmy czas zjeść śniadanie – świeży chleb z miodem i kawa. W tak pięknych okolicznościach przyrody nie ma nic lepszego. Powoli ruszyliśmy pod górę, do tunelu, w którym zaczynała się serpentyna. Ta droga wydawała się niemożliwa do wybudowania. Strome serpentyny, niekiedy całkowicie wykute były w skale. Zatrzymał się kolejny Golf, który zabrał nas do Trsy – wsi całkowicie znajdującej się powyżej górnej granicy lasu. Widoki są fantastyczne. Po krótkim pobycie we wsi ruszyliśmy w stronę Żabijaka – czarnogórskiego Zakopanego, leżącego u stóp najbardziej popularnych gór w tym kraju – gór Durmitor. Przed nami ok. 30 km, a o autostop będzie trudno, ponieważ ruch na drodze jest znikomy. Zaraz po wyjściu za wieś, robimy przerwę i rozkładamy nasze rzeczy na trawie, aby po raz pierwszy od kilku dni mogły porządnie wyschnąć. Na tym postoju mijają nam kolejne dwie godzinki, podczas których przejechały tylko dwa samochody… Idąc dalej mijamy kolejne wioski oraz setki charakterystycznych, wysokich na kilka metrów kopców siana. Za nami widać masyw Maglicia, w którym byliśmy dzień wcześniej, a przed nami rozciąga się trawiasta równina, za którą widać pierwsze szczyty Durmitoru… Ta trawiasta równina przypomina bezkresne stepy mongolskie, szczególnie, że więcej ludzi porusza się tam na koniach, niż samochodami. W końcu do Żabijaka zabiera nas para Brytyjka i Francuz – ledwo mieścimy się do Peugeota 206. Jedziemy drogą, która przecina Park Narodowy Durmitor prowadząc fantastycznymi serpentynami, wznoszącymi się aż na wysokość 1903 m npm. Widoki były wprost nieziemskie. Znów nie mogłem oderwać nosa od szyby. Wapienne góry z wyraźnymi warstwami sedymentacji osadów, powyginane przez siły natury w fantastyczne kształty. Niestety nasz kierowca nie podzielał zachwytu i nie przystał na naszą propozycje fotoprzerwy… Jeśli ktoś zmotoryzowany będzie odwiedzał Czarnogórę to ta droga musi być dla niego obowiązkowym punktem.

Do Żabijaka dotarliśmy ok. godziny 15. Typowe turystyczne miasteczko, z mnóstwem straganów, plastikowych pamiątek, wczasowiczów w klapkach itd. Kupiliśmy bilet wstępu (1 euro) i szybkim marszem udaliśmy się w kierunku Alpskiego Biwaku (samoobsługowe schronisko), gdzie chcieliśmy mieć nocleg. Początkowo trasa nie była trudna – szeroka wydeptana przez tysiące turystów droga. Lecz później odbiliśmy w stronę doliny Velka Kalica i okazało się, że aby dojść musimy pokonać górę, która na pierwszy rzut oka wydawała się być naprawdę stroma. Może bez ciężkich i obładowanych jedzeniem na kilka dni plecaków byłoby to łatwiejsze, ale wspinanie się na 2200 m i później schodzenie na 1900 m npm kosztowało nas sporo wysiłku. Ręce były niezbędne, aby pokonać co trudniejsze fragmenty… Gdy doszliśmy na dno doliny zrobiło się prawie zupełnie ciemno, więc szybko znaleźliśmy miejsce do rozbicia namiotu (wcale nie tak łatwo, bo wszędzie leżą porozrzucane głazy) i poszliśmy spać…

Tagi: ,
Kategoria: 2006 Балканы, Черногория | Комментарии (0)

Данные: Среда, 16 Sierpień 2006 автор: администратора

Ranek był najcudowniejszy ze wszystkich do tej pory. Nie obudziło nas dudnienie kropel deszczu o tropik namiotu, ale ciepło porannego słońca! Po śniadanku złożonego z chleba z miodem i kawy poszliśmy od Alpskiego Biwaku od którego dzielił nas niecały kilometr. Schron okazał się być bardzo czysty i zadbany – byliśmy zaskoczeni standardem. Bez problemu wyśpi się w nim 8 osób. Znaleźliśmy tam cała siatkę różnych słowackich batoników, które namiętnie podjadaliśmy. Jedynym problemem jest brak bieżącej wody – można stopić sobie lód z lodowczyka, który znajduje się kilkadziesiąt metrów od Biwaku lub iść kilka godzin do źródełka (Savina Voda obok szczytu Savin Kuk). Wybraliśmy drugą opcję. Pozostawiliśmy rzeczy w schronie, wzięliśmy tylko jeden plecak, wszystkie butelki na wodę jakie nam zostały i poszliśmy do źródła. Najpierw przez osypujące się kamienie szlakiem oznaczonym przerywaną czerwoną kreska na szczyt Savin Kuk. Droga była dość emocjonująca, ponieważ ostatnia część była ubezpieczona spiralną stalową liną, która najlepsze czasy miała już daleko za sobą. Po dość sporych emocjach napełniliśmy wszystkie butelki wodą i postanowiliśmy ruszyć szlakiem na około doliny Velka Kalica szczytami to punktu widokowego na szczycie Milosev Tok. Tylko początek był niebezpieczny. Jakieś 100 m ściany miało być ubezpieczone łańcuchem, jednak od połowy łańcucha już nie było. Postanowiliśmy iść dalej co można nazwać nawet drobną wspinaczką. Jednak po wyjściu na grań można było już sobie spokojnie wędrować dalej… Widoki zapierały dech w piersiach – ostre wapienne góry, które nie zajmują wielkiego obszaru, ale są bardzo atrakcyjne. Powrót wybraliśmy okrężna drogą – nadrobiliśmy ok. 3 godziny, ale nie chcieliśmy ryzykować schodzenia po tej niebezpieczniej ścianie. W schronie spaliśmy jak zabici.

Następnego dnia wzięliśmy plecaki i poprzez dwie przełęcze oznaczone na mapie (do ściągnięcia z Mapovego Servera – 4 arkusze A4) jako M. Previja (2200) i Troni Prevoj (2245) chcieliśmy się przedostać do pod najwyższy szczyt Durmitoru – Bobotov Kuk (2523). Już na początku zgubiliśmy szlak, więc kierowaliśmy się na kompas i mapę. Droga była dosyć ciężka – trzeba było przechodzić przez duże głazowiska, nieraz podchodzić pod 1-1,5m pionowe ścianki. Na szlaku pewnie tego nie ma, ale jako że go zgubiliśmy musieliśmy się natrudzić więcej. Po drodze zdobyliśmy jeszcze szczyt Bandijerna (2409) (podejście na lekko z przełęczy). Trzeba powiedzieć, że moim zdaniem z tego szczytu był najlepszy widok. Schodząc z przełęczy i kierując się na jeziorko Zeleni Vir natrafiliśmy nas szlak pełen turystów zmierzających na Bobotov Kuk z parkingu przy przełęczy na drodze, którą jechaliśmy dzień wcześniej. Przy samym jeziorze dość dużo ludzi. Pod dobrze osłoniętym kamieniem zostawiliśmy plecaki i ruszyliśmy zdobyć najwyższy szczyt. Droga jest łatwa orientacyjnie, ale trudna kondycyjnie – jest bardzo stroma. Dopiero partia szczytowa jest trochę emocjonująca, gdyż trzeba się nieźle przylepić do skały, aby przejść wąską percią. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie, wpis do zeszytu (sporo Polaków się wpisało w ostatnim tygodniu) i schodzimy. Planowaliśmy nocleg w okolicach jeziorka, ale było dość wcześnie, więc wzięliśmy plecaki na grzbiet i przeszliśmy przez przełęcz Sarnar (ta przełęcz znajduje się na górze, na której idealnie wydać warstwy osadzania się wapienia – po prostu nic tylko robić zdjęcie i do podręcznika z geologii wstawić) do schroniska przy jeziorze Skrcko. Doszliśmy tam późnym wieczorem i czasu starczyło nam jedynie na zjedzenie czegoś ciepłego i rozbicie namiotu.

Rankiem kąpiel w zimnym jeziorze, śniadanie i cofając się kilkaset metrów weszliśmy na szlak prowadzący do szczytu Prutas. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na szczycie. Tam postanowiliśmy, że chwilowo mamy dość gór (Durmitor kosztował nas sporo energii) i że jedziemy nad morze, pozwiedzać słynne miasta “Primoria”. Z Prutasa zeszliśmy bez szlaku po trawiastym zboczu w kierunku drogi i po ok. godzinie już próbowaliśmy złapać stopa. To nie było takie proste – ruchu praktycznie żadnego. Staliśmy w miejscu, skąd było widać przełęcz, na której pojawiające się tam samochody przejeżdżały koło nas 10 minut później. Po 1,5 czekania trzeci przejeżdżający samochód wziął nas na sam dół – znów nad kanion rzeki Piva, do pobliskiego miasteczka. Tam wypiliśmy upragnione zimne piwo i zrobiliśmy zapasy. Ledwo wyszliśmy na drogę i już zatrzymał się samochód, który wziął nas do Niksica. Stamtąd próbowaliśmy przedostać się do Kotoru, ale wybraliśmy złe miejsce do łapania okazji i niestety do zmroku nie udało się nam przemieścić nawet o kilometr. Postanowiliśmy spać za miastem co nie skończyło się najlepiej. Gorąca noc sprawiła, że nie chciało się nam rozbijać namiotu – znaleźliśmy przytulne miejsce w niskich drzewkach i tam zasnęliśmy. Ok. 23 obudziły mnie przeklinania Kamila. Okazało się, że w rękę ugryzł go lis, który nadal stał przy nas i nie chciał uciec. Nawet świecenie latarką, trzaski plastikowej butelki o kolano nic nie dawały. Przeszliśmy spać kilka kilometrów dalej, do kogoś na podwórko. Kamil opatrzył ranę dłoni, ale mieliśmy poważnie obawy, czy lis był zdrowy. Podejrzewaliśmy wściekliznę, bo w końcu zdrowe list się tak nie zachowują… Kontakt ze znajomymi lekarzami utwierdził nas w przekonaniu, że jak najszybciej musimy iść do lekarza, bo nawet jeśli nie wściekliznę to taki lis może przenosić dziesiątki innych chorób.

Tagi: ,
Kategoria: 2006 Балканы, Черногория | Комментарии (0)

Данные: Среда, 16 Sierpień 2006 автор: администратора

Postanowiliśmy zrobić to wieczorem. Rankiem złapaliśmy busa do Resan (3 euro) – miasta nad Boką Kotorską. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe, ale palmy i śródziemnomorski klimat były miłą odmianą. Korzystaliśmy z przewodnika Bezdroży, który polecał odwiedzenie pobliskiego Perastu. Było to tylko dwa kilometry, wiec przeszliśmy to na piechotę. Po drodze widzieliśmy żółwie wygrzewające się na chodnikach, a w monastyrze, przez który przechodziliśmy (bo trochę się pogubiliśmy) zaproponowano nam sok z fig i przepyszne świeże owoce. Miasto Perast wygląda fantastycznie, warto je odwiedzić. Pochodziliśmy głównymi uliczkami kilkadziesiąt minut, po czym poszliśmy się wykąpać. Woda była zimna, ale nie przeszkadzało nam to. Po raz pierwszy w życiu widziałem rosnące na wolnym powietrzu mandarynki i cytryny. Gdy już się wykąpaliśmy złapaliśmy busa do Kotoru (1 euro). Kotor – miasto, którego starówka w całości wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO jest punktem obowiązkowym wizyty w Czarnogórze. Starówka i twierdza górująca nad miastem są imponujące i nawet tłum turystów nie przeszkadza w zwiedzaniu. Znów wybraliśmy nasza ulubioną formę zwiedzania miast, czyli szwędanie wśród budynków, ulic i zabytków… Kotor zrobił na nas niesamowite wrażenie. Wsiedliśmy do autobusu do Budvy (2,5 euro) i po ok. godzinie jazdy byliśmy w kolejnym mieście. Budvę jednak można przyrównać do naszych Międzyzdrojów – olbrzymi kurort pełen “wczasowiczów”. Z pomocą miejscowych policjantów odnaleźliśmy camping w centrum miasta, w którym zostaliśmy na noc (Autocamping Anton 4 euro/os/noc) Camping, był w pełni wyposażony, więc oprócz zjedzenia obiadu wypraliśmy wszystkie nasze rzeczy. Wieczorem poszliśmy poszukać przychodni, która była całkiem blisko. Kamil został, a ja wróciłem do namiotu, bo upalny dzień mnie wymęczył. Po godzinie przyszedł ledwo żywy Kamil, który dostał kilka zastrzyków w różne części ciała oraz dostał antybiotyki. Podobno to miało wystarczyć w leczeniu jego przypadku (koszta wizyty i lekarstw pokrył ubezpieczyciel – Signal Iduna – standardowe ubezpieczenie posiadaczy karty Euro 26) Po czasie można powiedzieć, że z powodu pogryzienia nie wyniknęły dalsze komplikacje, poza tym, że podczas brania antybiotyków Kamil musiał się oszczędzać. Noc minęła niezbyt spokojnie, ponieważ zewsząd dochodziły odgłosy z dziesiątek dyskotek, których w Budvie jat naprawdę dużo.

Ranem zwiedziliśmy miasto szwędając się po wszystkich kątach starówki. Po wizycie w Kotorze nie zrobiła na nas większego wrażenia. Autobusem pojechaliśmy do miejscowości Bar (ok. 2,5 euro), gdzie chcieliśmy zwiedzić Stary Bar, czyli ruiny miasta zniszczonego przez trzęsienie ziemi w latach siedemdziesiątych. Z dworca autobusowego idzie się dość długo, więc lepiej jechać autobusem miejskim, ale o tym nie wiedzieliśmy, więc szliśmy ponad godzinę W końcu doszliśmy do ruin, w których spędziliśmy sporo czasu chodząc uliczkami wśród pozostałości murów. Nie da się ukryć, że wyglądają one romantycznie – Bardzo nam się podobały. Stamtąd denerwując się na wysokie ceny autobusów pojechaliśmy stopem do miejscowości Ulicij. Jechaliśmy z parą Serbów, którzy jechali na plażę nudystów zapraszając nas, abyśmy jechali z nimi, bo będzie tam świetna impreza. Nie wiemy co straciliśmy, ale w każdym razie wysiedliśmy w Uliciju. To miasto w większości zamieszkane jest przez Albańczyków i faktycznie czuć to w “klimacie” miasta. Bardzo wyraźnie odcina się od wcześniej mijanych przez nas miejscowości. Jednak słynna twierdza, dla której przyjechaliśmy, zawiodła nas. Nic tylko mury przy przepełnionej plaży, na których znajdują się drogie knajpy i hotele. Moim zdaniem jeśli ktoś nie musi to niech do Ulicija nie jedzie – nie warto – jedyne co może zainteresować to odmienność zarówno architektoniczna, jak i kulturowa. Wyszliśmy na drogę wylotową z miasta i zaczęliśmy łapać stopa do Albanii. Na relacje z tego kraju zapraszam do następnej części…

Czarnogóra nas nie zawiodła. Mały i przepiękny kraj, który jednak powoli staje się drogi i za kilka lat z pewnością podzieli los wybrzeża Chorwacji, które pełne jest grubych Niemców i drogich kurortów. Jednak Czarnogórze pozostaną jeszcze góry, z których zdołaliśmy odwiedzić tylko jedno pasmo. Czarnogóra wydaje się być fantastycznym krajem na rodzinne wakacje. Wszędzie blisko, a atrakcji moc – morze, zabytki i góry. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się nam tam wrócić.

Tagi: ,
Kategoria: 2006 Балканы, Черногория | Комментарии (0)

Данные: Среда, 16 Sierpień 2006 автор: администратора

Czarnogóra w przeciwieństwie do innych republik byłej Jugosławii prawie nie ucierpiała podczas wojny. Jej ślady są praktycznie niewidoczne. Wybrzeże Czarnogóry od wielu lat stanowiło miejsce letniego wypoczynku Serbów, więc infrastruktura jest bardzo dobrze rozwinięta. Nie brak hoteli, pensjonatów, kwater prywatnych, campingów. Jest tam bezpiecznie. Pierwszy sezon letni po secesji sprawił, że Czarnogórę odwiedziło o wiele turystów więcej niż w latach poprzednich. Moim zdaniem sytuacja ta będzie się utrzymywać, ponieważ Czarnogóra jest doskonała alternatywą dla drogiej Chorwacji, czy krajów Europy Zachodniej.

Przewodnik

Używaliśmy przewodnika wydawnictwa Bezdroża “Черногория. Fiord na Adriatyku” wyd. 2003. Generalnie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Przewodnik godny polecenia. Używany przez wszystkich Polaków jakich spotkaliśmy w Czarnogórze. Posiada dobre mapy, a informacje praktyczne są bardzo przydatne. Opisy miejsc ciekawe. Jedynym minusem jest data wydania, ale nie zauważyłem, aby gdziekolwiek informacje były zdezaktualizowane. Prawdopodobnie w przyszłym roku będzie nowe wydanie

Карты

Mapy można pobrać z mapovego servera lub z Poehali. O tym jak pobierać z Poehali na www.geostrona.pl

Język

Mieszkańcy Czarnogóry używają języka serbskiego. Jest to język z grupy słowiańskiej, więc przy odrobinie dobrej woli z obu stron, można się porozumieć po polsku. W miejscowościach turystycznych dużo ludzi (szczególnie pracujący w branży turystycznej) mówi po niemiecku i angielsku. Znajomość kilku podstawowych słów na pewno ułatwi komunikację.

Pieniądze

Oficjalną walutą Republiki Czarnogóry jest euro. Jest to wynikiem tego, iż przed styczniem 2002 walutą był marka niemiecka. Unia Europejska została postawiona przed faktem dokonanym i do tej pory nie wie co począć… Bankomaty w większych miastach i kurortach.

Noclegi

W miejscach turystycznych nie ma żadnego problemu ze znalezieniem noclegu – zarówno w hotelu o wysokim standardzie, jak i na campingu. Ceny nie są wygórowane. W górach Durmitor spaliśmy na dziko (bez problemów), w schronie górskim i pod namiotem przy schronisku (1euro/os/noc i 1 euro/namiot/noc). Korzystaliśmy także z uprzejmości ludzi i rozbiliśmy się u nich w gospodarstwie. Na wybrzeżu spaliśmy w Budvie na autocampingu “Anton” 15 min od dworca autobusowego za 4 euro/os/noc. Na wybrzeżu i w Żabijaku sporo naganiaczy, u których można wytargować ceny już od 5 euro/os/noc w kwaterach prywatnych (jeśli spędzimy kilka dni w kilka osób).

Koleje

Sieć kolejowa jest raczej słabo rozwinięta i nie mieliśmy potrzeby korzystania z niej. Znajomi jechali z Baru do Belgradu za 16 euro bilet normalny i 8 euro za okazaniem legitymacji Euro>26.

Autostop

Autostop istnieje i jest popularny. Ludzie zatrzymują się chętnie. Jedynie na wybrzeżu mieliśmy problemy, gdyż większość samochodów była przepełniona. Korzystaliśmy wtedy z niedrogich busików i autobusów.

Autobusy

To najpopularniejszy i najwygodniejszy sposób poruszania się po tym niewielkim kraju. Nie wiem jak sytuacja wygląda na północy, bo tam jeździliśmy stopem, ale na wybrzeży autobusy jeździły często i nie kosztowały wiele. Na dużych dworcach autobusowych bilety kupuje się w kasie, a na peron wejdziemy tylko z biletem. Na mniejszych dworcach bilety kupuje się u specjalnej osoby, która jedzie razem z kierowcą. (nawet w kilkunastoosobowych busach jeździ osoba, która tylko sprzedaje bilety).

Przykładowe ceny (sierpień 2006):

Niksić – Resan 3 euro
Perast – Kotor 1 euro
Kotor – Budva 2 euro
Budva – Bar 2,40 euro

Taksówki

Popularne są taksówki, z których usług wygodnie jest korzystać – wszystkie obowiązkowo maja kolor żółty. Co ciekawe, kierowcy nie chcą się targować. Mają ustaloną cenę i koniec – niżej nie zejdą. Kilkakrotnie taksówkarz pojechał dalej, bo nie odpowiadała mu nasza cena, mimo, że chcieliśmy dojechać w to samo miejsce, do którego on się kierował

Góry Durmitor

W Czarnogórze niestety odwiedziliśmy tylko jedno pasmo górskie – Durmitor. Są to najpopularniejsze góry w tym państwie, więc turystów jest sporo. Najlepszą bazą wypadowa jest Żabijak. Można kupić mapy na miejscu, ale my mieliśmy wydrukowaną z “Mapowego Serwera”. Szlaków jest sporo, ale są wymagające. Są to strome wapienne góry, w których, nie raz potrzeba rak, aby wejść dokąd się chce dojść. W niektórych miejscach są ubezpieczenia ze stalowych lin. Wstęp kosztuje 1euro, płatny w kasie przy wejściu w Żabijaku. Gdyby wejść w jakimkolwiek innym miejscu chyba nikt by nie chciał żadnych pieniędzy. Polecamy nocleg w “alaskim biwaku”. Jest to schron w dolinie wielka karlica. W środku jest naprawdę miło i przytulnie. Jedynym problemem przy biwaku jest brak wody (tylko topienie lodowca). Na mapie oznaczone są źródła, więc należy je brać pod uwagę przy planowaniu trasy.

Tagi: , ,
Kategoria: 2006 Балканы, Черногория | Комментарии (0)


Как использовать в блог? Карта Как принять топографических карт???