Data: poniedziałek, 1 Październik 2007 autor: admin

Oto jak dotarliśmy do Gruzji.

Po kilku miesiącach planowania i niezbędnego przygotowywania się oraz po kilku ostatnich dniach, które spędziliśmy na niezwykle wesołych zakupach (Pozdrawiamy Panią Anię z Tesco ) i pakowaniu sprzętu, spotkaliśmy się na poznańskim dworcu. Niestety tylko we czwórkę, a nie jak wcześniej planowaliśmy w piątkę, ale z różnych powodów Filo nie mógł z nami jechać…

Na dworcu zameldowali się Michał, Marek, Jędras i Misiek. Stara, sprawdzona ekipa. Już od samego początku wzbudzaliśmy niemałe zainteresowanie. Co robi czterech facetów z czekanami przy plecakach w pociągu do…Suwałk? Jechaliśmy do Rygi, aby stamtąd polecieć liniami Air Baltic do Tbilisi. Postanowiliśmy, że skoro wykosztowaliśmy się na samolot (420zł/os, one way ticket, zamawiany w necie w styczniu) to przynajmniej zaoszczędzimy na dojeździe do stolicy Łotwy. Jazda pociągiem minęła bezproblemowo i już ok 12.40 byliśmy w Suwałkach. Autobusy do Rygi z Warszawy kosztują ok 150zł (stan na wiosnę 2007), więc stwierdziliśmy, że najlepszym sposobem będzie autostop. Po wizycie w barze, (i znów te pytania: W góry? To co Wy w Suwałkach robicie?) ok. godziny 15 staliśmy już na wylotówce w stronę przejścia granicznego w Ogrodnikach. Podzieliliśmy się na dwa zespoły, aby łatwiej złapać “okazję”. Już po kilkudziesięciu minutach pierwsza grupa pędziła w kierunku Litwy…

Następnego dnia ok 14.00 wszyscy siedzieliśmy już zadowoleni na kempingu w centrum Rygi (5 euro, adres w poradach praktycznych). Przygody jakie mieliśmy to temat na osobną opowieść, wystarczy tylko wspomnieć, że Jędras z Markiem zostali na noc ugoszczeni w Kownie przez przypadkowych ludzi, Michał jechał dziewięcioma samochodami i spał na stacji benzynowej, a ja dojechałem cysterną z klejem do samego centrum Rygi. Gdy się spotkaliśmy radości nie było końca! Nie tracąc czasu poszliśmy zwiedzać. Nie mieliśmy żadnego przewodnika, więcwłóczyliśmy się po mieście zaglądając tu i tam, chowając się przed ulewą, która utrudniała chodzenie, ale za to wynagrodziła nas najładniejszą tęczą, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Ryskie stare miasto jest fantastyczne: urokliwe kamienice, strzeliste wieże kościołów, brukowane uliczki, przytulne kawiarenki, nadrzeczne bulwary. Nic nie przypomina tego, że jeszcze 20 lat temu było to przemysłowe miasto z od lat nieremontowana “burżujską” starówka…

Pochodziliśmy po centrum do wieczora i zmęczeni podróżą poszliśmy spać. Ranek przywitał nas kolejną ulewą. Samolot mieliśmy dopiero wieczorem, więc ten dzień też spędziliśmy na spacerach po mieście i leniuchowaniu na kempingu. Późnym popołudniem autobusem (linia 22, 0,3 LVL) udaliśmy się na lotnisko. Wcześniej tylko Jędrzej leciał samolotem pasażerskim, więc byliśmy dość mocno podekscytowani. Po wszystkich formalnościach, ważeniach i sprawdzaniu wszystkiego rozsiedliśmy się w samolocie. Razem z nami lecieli też litewscy alpiniści, których celem była Uszba – Królowa Kaukazu, podobno najtrudniejszy technicznie szczyt tego pasma. Oprócz pewnego incydentu z kobietą, która zarzekała się, że czuje spaliny i krzyczała, że zaraz samolot eksploduje, lot minął bez zakłóceń. Nerwową atmosferę wprowadzoną przez tropicielkę spalin rozładował Jędras, który podnosząc buty na wysokość głowy zakrzyknął, że to nie spaliny, tylko nasze buty tak śmierdzą! Salwa śmiechu uspokoiła kobietę, która do końca lotu już nic nie powiedziała.
W Tbilisi wylądowaliśmy około czwartej rano. Planowaliśmy jak najszybciej przedostać się do Kazbegi i dalej na Kazbek, więc do świtu przespaliśmy się w hallu lotniska i poczekaliśmy na pierwszy autobus. Wtedy miałem okazję po raz pierwszy wyjść na “gruzińską ziemię”. Pierwsze co zaskoczyło mnie po opuszczeniu budynku to suchość powietrza i nowy zapach – zaskakująco intensywna woń różnych miejscowych ziół…

Kategoria: 2007 Gruzja, Gruzja | Komentarze (0)

Zostaw odpowiedź