Data: środa, 16 Sierpień 2006 autor: admin
Postanowiliśmy zrobić to wieczorem. Rankiem złapaliśmy busa do Resan (3 euro) – miasta nad Boką Kotorską. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe, ale palmy i śródziemnomorski klimat były miłą odmianą. Korzystaliśmy z przewodnika Bezdroży, który polecał odwiedzenie pobliskiego Perastu. Było to tylko dwa kilometry, wiec przeszliśmy to na piechotę. Po drodze widzieliśmy żółwie wygrzewające się na chodnikach, a w monastyrze, przez który przechodziliśmy (bo trochę się pogubiliśmy) zaproponowano nam sok z fig i przepyszne świeże owoce. Miasto Perast wygląda fantastycznie, warto je odwiedzić. Pochodziliśmy głównymi uliczkami kilkadziesiąt minut, po czym poszliśmy się wykąpać. Woda była zimna, ale nie przeszkadzało nam to. Po raz pierwszy w życiu widziałem rosnące na wolnym powietrzu mandarynki i cytryny. Gdy już się wykąpaliśmy złapaliśmy busa do Kotoru (1 euro). Kotor – miasto, którego starówka w całości wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO jest punktem obowiązkowym wizyty w Czarnogórze. Starówka i twierdza górująca nad miastem są imponujące i nawet tłum turystów nie przeszkadza w zwiedzaniu. Znów wybraliśmy nasza ulubioną formę zwiedzania miast, czyli szwędanie wśród budynków, ulic i zabytków… Kotor zrobił na nas niesamowite wrażenie. Wsiedliśmy do autobusu do Budvy (2,5 euro) i po ok. godzinie jazdy byliśmy w kolejnym mieście. Budvę jednak można przyrównać do naszych Międzyzdrojów – olbrzymi kurort pełen “wczasowiczów”. Z pomocą miejscowych policjantów odnaleźliśmy camping w centrum miasta, w którym zostaliśmy na noc (Autocamping Anton 4 euro/os/noc) Camping, był w pełni wyposażony, więc oprócz zjedzenia obiadu wypraliśmy wszystkie nasze rzeczy. Wieczorem poszliśmy poszukać przychodni, która była całkiem blisko. Kamil został, a ja wróciłem do namiotu, bo upalny dzień mnie wymęczył. Po godzinie przyszedł ledwo żywy Kamil, który dostał kilka zastrzyków w różne części ciała oraz dostał antybiotyki. Podobno to miało wystarczyć w leczeniu jego przypadku (koszta wizyty i lekarstw pokrył ubezpieczyciel – Signal Iduna – standardowe ubezpieczenie posiadaczy karty Euro 26) Po czasie można powiedzieć, że z powodu pogryzienia nie wyniknęły dalsze komplikacje, poza tym, że podczas brania antybiotyków Kamil musiał się oszczędzać. Noc minęła niezbyt spokojnie, ponieważ zewsząd dochodziły odgłosy z dziesiątek dyskotek, których w Budvie jat naprawdę dużo.
Ranem zwiedziliśmy miasto szwędając się po wszystkich kątach starówki. Po wizycie w Kotorze nie zrobiła na nas większego wrażenia. Autobusem pojechaliśmy do miejscowości Bar (ok. 2,5 euro), gdzie chcieliśmy zwiedzić Stary Bar, czyli ruiny miasta zniszczonego przez trzęsienie ziemi w latach siedemdziesiątych. Z dworca autobusowego idzie się dość długo, więc lepiej jechać autobusem miejskim, ale o tym nie wiedzieliśmy, więc szliśmy ponad godzinę W końcu doszliśmy do ruin, w których spędziliśmy sporo czasu chodząc uliczkami wśród pozostałości murów. Nie da się ukryć, że wyglądają one romantycznie – Bardzo nam się podobały. Stamtąd denerwując się na wysokie ceny autobusów pojechaliśmy stopem do miejscowości Ulicij. Jechaliśmy z parą Serbów, którzy jechali na plażę nudystów zapraszając nas, abyśmy jechali z nimi, bo będzie tam świetna impreza. Nie wiemy co straciliśmy, ale w każdym razie wysiedliśmy w Uliciju. To miasto w większości zamieszkane jest przez Albańczyków i faktycznie czuć to w “klimacie” miasta. Bardzo wyraźnie odcina się od wcześniej mijanych przez nas miejscowości. Jednak słynna twierdza, dla której przyjechaliśmy, zawiodła nas. Nic tylko mury przy przepełnionej plaży, na których znajdują się drogie knajpy i hotele. Moim zdaniem jeśli ktoś nie musi to niech do Ulicija nie jedzie – nie warto – jedyne co może zainteresować to odmienność zarówno architektoniczna, jak i kulturowa. Wyszliśmy na drogę wylotową z miasta i zaczęliśmy łapać stopa do Albanii. Na relacje z tego kraju zapraszam do następnej części…
Czarnogóra nas nie zawiodła. Mały i przepiękny kraj, który jednak powoli staje się drogi i za kilka lat z pewnością podzieli los wybrzeża Chorwacji, które pełne jest grubych Niemców i drogich kurortów. Jednak Czarnogórze pozostaną jeszcze góry, z których zdołaliśmy odwiedzić tylko jedno pasmo. Czarnogóra wydaje się być fantastycznym krajem na rodzinne wakacje. Wszędzie blisko, a atrakcji moc – morze, zabytki i góry. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się nam tam wrócić.
Tagi: Czarnogóra, wybrzeże Czarnogóry
Kategoria: 2006 Bałkany, Czarnogóra | Komentarze (0)



















































