Data: środa, 16 Sierpień 2006 autor: admin
Nareszcie słońce. W Bośni i Hercegowinie prawie 10 dni deszczu… Idziemy w kierunku przejścia granicznego Scepan Polie drogą krajową, która jest szerokości naszej gminnej… Z Foczy musieliśmy iść bo, żaden transport publiczny nie dociera na granice a stopa złapaliśmy tylko do połowy trasy. Po drodze kupiliśmy wielki słoik miodu od przydrożnego sprzedawcy. W końcu zatrzymał się Golf na czarnogórskich numerach i jedziemy! Po naszej lewej stronie kanion rzeki Piva, przy którym znajdują się liczne ośrodki, które organizują spływy kajakowe tą rzeką. Właśnie w tym miejscu – po bośniackiej stronie trasy się kończą. Sama granica to kilka budynków na zakręcie, nad którymi dumnie powiewa złty dwugłowy orzeł na czerwonym polu, flaga Czarnogórców, którzy dopiero od kilku miesięcy maja w pełni niepodległe państwo (w wyniku referendum ogłosili secesję z Serbią). Bośniacki celnik sprawdził nasze plecaki, dziwiąc się, że w butelkach po 2,5 litrowym piwie przewozimy wodę. Był przekonany, że to szmuglowany spirytus. Nie wierzył nam tak bardzo, że sam spróbował… Po stronie czarnogórskiej nie było już takich problemów.
Jedziemy drogą, która została wykuta w skale w zboczu góry. Po prawej stronie jezioro zaporowe, które mieni się wszelkimi odcieniami turkusu, a po lewej ściana. Kierowca wyrzucił nas na punkcie widokowym w miejscu, gdzie dochodzi droga z wioski Trsa. Dopiero teraz mięliśmy czas zjeść śniadanie – świeży chleb z miodem i kawa. W tak pięknych okolicznościach przyrody nie ma nic lepszego. Powoli ruszyliśmy pod górę, do tunelu, w którym zaczynała się serpentyna. Ta droga wydawała się niemożliwa do wybudowania. Strome serpentyny, niekiedy całkowicie wykute były w skale. Zatrzymał się kolejny Golf, który zabrał nas do Trsy – wsi całkowicie znajdującej się powyżej górnej granicy lasu. Widoki są fantastyczne. Po krótkim pobycie we wsi ruszyliśmy w stronę Żabijaka – czarnogórskiego Zakopanego, leżącego u stóp najbardziej popularnych gór w tym kraju – gór Durmitor. Przed nami ok. 30 km, a o autostop będzie trudno, ponieważ ruch na drodze jest znikomy. Zaraz po wyjściu za wieś, robimy przerwę i rozkładamy nasze rzeczy na trawie, aby po raz pierwszy od kilku dni mogły porządnie wyschnąć. Na tym postoju mijają nam kolejne dwie godzinki, podczas których przejechały tylko dwa samochody… Idąc dalej mijamy kolejne wioski oraz setki charakterystycznych, wysokich na kilka metrów kopców siana. Za nami widać masyw Maglicia, w którym byliśmy dzień wcześniej, a przed nami rozciąga się trawiasta równina, za którą widać pierwsze szczyty Durmitoru… Ta trawiasta równina przypomina bezkresne stepy mongolskie, szczególnie, że więcej ludzi porusza się tam na koniach, niż samochodami. W końcu do Żabijaka zabiera nas para Brytyjka i Francuz – ledwo mieścimy się do Peugeota 206. Jedziemy drogą, która przecina Park Narodowy Durmitor prowadząc fantastycznymi serpentynami, wznoszącymi się aż na wysokość 1903 m npm. Widoki były wprost nieziemskie. Znów nie mogłem oderwać nosa od szyby. Wapienne góry z wyraźnymi warstwami sedymentacji osadów, powyginane przez siły natury w fantastyczne kształty. Niestety nasz kierowca nie podzielał zachwytu i nie przystał na naszą propozycje fotoprzerwy… Jeśli ktoś zmotoryzowany będzie odwiedzał Czarnogórę to ta droga musi być dla niego obowiązkowym punktem.
Do Żabijaka dotarliśmy ok. godziny 15. Typowe turystyczne miasteczko, z mnóstwem straganów, plastikowych pamiątek, wczasowiczów w klapkach itd. Kupiliśmy bilet wstępu (1 euro) i szybkim marszem udaliśmy się w kierunku Alpskiego Biwaku (samoobsługowe schronisko), gdzie chcieliśmy mieć nocleg. Początkowo trasa nie była trudna – szeroka wydeptana przez tysiące turystów droga. Lecz później odbiliśmy w stronę doliny Velka Kalica i okazało się, że aby dojść musimy pokonać górę, która na pierwszy rzut oka wydawała się być naprawdę stroma. Może bez ciężkich i obładowanych jedzeniem na kilka dni plecaków byłoby to łatwiejsze, ale wspinanie się na 2200 m i później schodzenie na 1900 m npm kosztowało nas sporo wysiłku. Ręce były niezbędne, aby pokonać co trudniejsze fragmenty… Gdy doszliśmy na dno doliny zrobiło się prawie zupełnie ciemno, więc szybko znaleźliśmy miejsce do rozbicia namiotu (wcale nie tak łatwo, bo wszędzie leżą porozrzucane głazy) i poszliśmy spać…
Tagi: Czarnogóra, Durmitor
Kategoria: 2006 Bałkany, Czarnogóra | Komentarze (0)



















































