<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>MDtravel &#187; Gruzja</title>
	<atom:link href="http://www.mdtravel.pl/category/gruzja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.mdtravel.pl</link>
	<description>Wspomnienia z podróży</description>
	<lastBuildDate>Sun, 30 May 2010 07:17:39 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>W stronę Azerbejdżanu</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/w-strone-azerbejdzanu/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/w-strone-azerbejdzanu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Aug 2009 19:23:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=34</guid>
		<description><![CDATA[Kuba dotarł późnym wieczorem do naszego hostelu. Wizy załatwiliśmy od ręki w ambasadzie w Tibilisi, chociaż wcześniej rozmawialiśmy z kilkoma ludźmi i mówili, że może być ciężko. W ten sam dzień pojechaliśmy do Kazbegi. Pogoda się poprawiła i w dwa dni weszliśmy na 4000 mnpm do stacji pod Kazbegiem, ale bez sprzętu nie ruszaliśmy dalej. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kuba dotarł późnym wieczorem do naszego hostelu. Wizy załatwiliśmy od ręki w ambasadzie w Tibilisi, chociaż wcześniej rozmawialiśmy z kilkoma ludźmi i mówili, że może być ciężko. W ten sam dzień pojechaliśmy do Kazbegi. Pogoda się poprawiła i w dwa dni weszliśmy na 4000 mnpm do stacji pod Kazbegiem, ale bez sprzętu nie ruszaliśmy dalej. Najprawdopodobniej dzisiaj (sobota, 15.08) przekroczymy granicę z Azerbejdżanem. Planujemy trekking na najwyższy szczyt i do wioski Hinalung przez góry. Dowiedzieliśmy się też, że wizy do Armenii są śmiesznie tanie (7 euro), więc jeśli starczy nam czasu to i tam nas pociągnie przygoda <img src='http://www.mdtravel.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/w-strone-azerbejdzanu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niespodzianka&#8230;.</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/niespodzianka/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/niespodzianka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 20:53:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=32</guid>
		<description><![CDATA[Dlugo oczekiwane zdjecia:
http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/Kaukaz2009Cz1
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dlugo oczekiwane zdjecia:</p>
<p><a href="http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/Kaukaz2009Cz1">http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/Kaukaz2009Cz1</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/niespodzianka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tbilisi, Tbilisi&#8230;</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/tbilisi-tbilisi/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/tbilisi-tbilisi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 20:26:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=30</guid>
		<description><![CDATA[Dzis dojechalismy do najpiekniejszego miasta Kaukazu &#8211; wlasnie czekamy na Kube, ktory za chwile dojedzie autobusem z Istambulu. Jestesmy w hostelu &#8220;Irina&#8221; &#8211; kultowe miejsce wszystkich backpackersow &#8211; miedzynarodowa atmosfera (Ala wlasnie pije wino z Koreanczykiem, a kolo nas spi Kanadyjczyk, ktory prowadzi hostel w Wilnie). Szykuje sie kolejna impreza.
Jutro zanosimy paszporty do ambasady azerskiej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzis dojechalismy do najpiekniejszego miasta Kaukazu &#8211; wlasnie czekamy na Kube, ktory za chwile dojedzie autobusem z Istambulu. Jestesmy w hostelu &#8220;Irina&#8221; &#8211; kultowe miejsce wszystkich backpackersow &#8211; miedzynarodowa atmosfera (Ala wlasnie pije wino z Koreanczykiem, a kolo nas spi Kanadyjczyk, ktory prowadzi hostel w Wilnie). Szykuje sie kolejna impreza.</p>
<p>Jutro zanosimy paszporty do ambasady azerskiej i jedziemy do Kazbegi. Wybiera sie tam polowa ludzi z hostelu. Niektorzy (Polacy oczywiscie) wchodza na Kazbek. My zadowolimy sie wejsciem do stacji meteo (3700 mnpm) choc moze pokusimy sie o wiecej&#8230;<br />
Nastepne wiadomosci beda &#8220;smsowe&#8221;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/tbilisi-tbilisi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po wizycie w gorach&#8230;</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/po-wizycie-w-gorach/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/po-wizycie-w-gorach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 18:19:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=28</guid>
		<description><![CDATA[Jak pisaliśmy w sms &#8211; pogada w górach nas nie rozpieszczala&#8230; poza deszczem i mgla jedynie 3 godziny bylo slonce &#8211; wykorzystalismy je na wdrapanie sie na szczyt Amarati 2345 mnpm , gdzie zrobilismy mnostwo zdjec&#8230;
Poza tym imprez ciag dalszy&#8230; Cali mokrzy trafilismy do nowego pustego schroniska, ktore bylo otwarte&#8230; Mielismy nadzieje na romantyczny wieczor [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak pisaliśmy w sms &#8211; pogada w górach nas nie rozpieszczala&#8230; poza deszczem i mgla jedynie 3 godziny bylo slonce &#8211; wykorzystalismy je na wdrapanie sie na szczyt Amarati 2345 mnpm , gdzie zrobilismy mnostwo zdjec&#8230;</p>
<p>Poza tym imprez ciag dalszy&#8230; Cali mokrzy trafilismy do nowego pustego schroniska, ktore bylo otwarte&#8230; Mielismy nadzieje na romantyczny wieczor wsrod suszacych sie ubran, kiedy o 21 do schronu przyszlo 6 amerykanow i niemiec, ktorzy od kilku lat pracuja w Tbilisi (ambasada, konsulat, organizacje miedzynarodowe)&#8230; Przyniesli ze soba duzo wina i&#8230; 10 kg arbuza!!! Slowem impreza do nocy z ciekawymi ludzmi i nowe spostrzezenia o Gruzji&#8230;</p>
<p>Wczoraj stopem (istna rewelacja &#8211; Finowie powinni sie uczyc &#8211; dwa razy zatrzymal sie pierwszy samochod, raz Turek, raz Niemiec) dojechalismy do Wardzi &#8211; skalnego miasta, w bardzo suchym regionie, gdzie w koncu zobaczylismy slonce &#8211; wszystkie ciuchy suche.</p>
<p>Jeszcze kilka slow o wojnie&#8230; 08.08 byla rocznica&#8230; Nie jeden toast zostal rzez nas wzniesiony za poleglych zolnierzy, jednak w tym roku wszyscy sa spokojni &#8211; nic sie nie wydarzy. Generalnie Gruzini bardzo malo interesuja sie polityka. Sa nadal tak samo goscinni i mili rowniez dla Rosjan. Jak sami mowia oni chca zyc w swojej male Gruzji &#8211; ich wielki swiat nie obchodzi. Na dzwiek slowa Putin, Saakaszwili reaguja przeklenstwami a na Kaczynski &#8211; smiechem <img src='http://www.mdtravel.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Dzis przejezdzalismy przez Gori &#8211; miasto ktore najbardziej ucierpialo w czasie wojeny &#8211; dzis jest to duzy plac (od)budowy. Zmienilo sie jedynie to, ze powstaly osiedla setek domkow dla gruzinskich uchodzcow z Osetii Poludniwej&#8230; Poza tym budowana jest autostrada i wszystko kwitnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/po-wizycie-w-gorach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gruzińska gościnność</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/gruzinska-goscinnosc/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/gruzinska-goscinnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 22:35:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=26</guid>
		<description><![CDATA[Już pierwszego dnia Gruzja okazała nam swoją gościnność. Autostop w tym kraju tczysta przyjemność &#8211; nie czekaliśmy chwili a 3 autostop, który złapaliśmy skończył się imprezą z winem, serem, śpiewami i tańcami do rana.
Góry jednak okazały się mniej życzliwe. Ciągle leje i co chwile krążą nad nami burze. Właśnie suszymy się w bacówce i zastanawiamy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już pierwszego dnia Gruzja okazała nam swoją gościnność. Autostop w tym kraju tczysta przyjemność &#8211; nie czekaliśmy chwili a 3 autostop, który złapaliśmy skończył się imprezą z winem, serem, śpiewami i tańcami do rana.</p>
<p>Góry jednak okazały się mniej życzliwe. Ciągle leje i co chwile krążą nad nami burze. Właśnie suszymy się w bacówce i zastanawiamy co robić dalej. Góry dzikie i piękne, panoramy niesamowite (ale tylko jak świeci słońce <img src='http://www.mdtravel.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  )</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/gruzinska-goscinnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gruzja</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/gruzja/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/gruzja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Aug 2009 18:28:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Kaukaz]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kaukaz.mdtravel.pl/?p=24</guid>
		<description><![CDATA[Po 28 godzinach jazdy dotarliśmy do centrum Gruzji. Jesteśmy właśnie w Borjomi. Po tureckich upałach jest w końcu normalnie. Dzisiaj zaczynami 2-3 dniowy trekking po parku narodowym (możemy przez ten czas być poza zasięgiem telefonii).
Już na granicy zjedliśmy gruzińskie Chaczapuri i wypiliśmy piwo Kazbegi  
Pozdrawiamy![mappress]
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po 28 godzinach jazdy dotarliśmy do centrum Gruzji. Jesteśmy właśnie w Borjomi. Po tureckich upałach jest w końcu normalnie. Dzisiaj zaczynami 2-3 dniowy trekking po parku narodowym (możemy przez ten czas być poza zasięgiem telefonii).</p>
<p>Już na granicy zjedliśmy gruzińskie Chaczapuri i wypiliśmy piwo Kazbegi <img src='http://www.mdtravel.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrawiamy![mappress]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/gruzja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gruzja 2007</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/gruzja-2007/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/gruzja-2007/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Oct 2007 10:00:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2007 Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.md-dev.geostrona.pl/?p=2146</guid>
		<description><![CDATA[W sierpniu 2007 postanowiliśmy zorganizować wyprawę do Gruzji. Nie interesowały nas oferty biur podróży tylko prawdziwa przygoda. Sami zorganizowaliśmy nasze wakacje w Gruzji. Po wyprawie powstała ta strona, aby ułatwić innym organizację wyjazdu. Zapraszamy do zapoznania się z relacją, obejrzenie zdjęć, a także komentowania wpisów do porad praktycznych.
Mamy nadzieje, że informacje i nasze wrażenia zebrane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-2148" title="gru" src="http://www.md-dev.geostrona.pl/wp-content/uploads/2007/10/gru.jpg" alt="" width="200" height="133" />W sierpniu 2007 postanowiliśmy zorganizować wyprawę do Gruzji. Nie interesowały nas oferty biur podróży tylko prawdziwa przygoda. Sami zorganizowaliśmy nasze wakacje w Gruzji. Po wyprawie powstała ta strona, aby ułatwić innym organizację wyjazdu. Zapraszamy do zapoznania się z relacją, obejrzenie zdjęć, a także komentowania wpisów do porad praktycznych.</p>
<p style="text-align: justify;">Mamy nadzieje, że informacje i nasze wrażenia zebrane na tej stronie pomogą Wam zorganizować Wasz własny wyjazd do Gruzji.</p>
<p style="text-align: justify;">W kilku słowach: Przylecieliśmy z Rygi, weszliśmy na Kazbek, zrobiliśmy trekking przez Kaukaz Wschodni i zwiedziliśmy główne atrakcje turystyczne: Tbilisi, Kachetię, Alaverdi, Gori, Uplicyche, Borżomi, Wardzię i Batumi. Wracaliśmy lądem przez Turcję i Bałkany autobusami.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeżeli masz pytanie lub jakiś wpis jest niejasny to napisz komentarz pod wpisem</p>
<p style="text-align: justify;"><!-- WordPress Plugin PostLists by Rene Ade - http://www.rene-ade.de/inhalte/wordpress-plugin-postlists.html -->Lista wpisów na temat wyprawy do Gruzji w 2007 roku<br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/gruzja-2007/">Gruzja 2007</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/dojazd-do-gruzji/">Dojazd do Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/wspinaczka-na-kazbek/">Wspinaczka na Kazbek</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/trekking-kaukaz-wschodni/">Trekking Kaukaz Wschodni</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/zwiedzanie-gruzji/">Zwiedzanie Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/gps-w-gruzji/">GPS w Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/mapy-w-gruzji/">Mapy w Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/transport-w-gruzji/">Transport w Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/sighnagi/">Sighnagi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/batumi/">Batumi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/wardzia/">Wardzia</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/park-narodowy-borzomi-karagauli/">Park Narodowy Borżomi-Karagauli</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/jezyk/">Język</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/achalcyche/">Achałcyche</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/borzomi/">Borżomi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/szatili/">Szatili</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/uplicyche/">Uplicyche</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/gori/">Gori</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/zwiedzanie-tbilisi/">Zwiedzanie Tbilisi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/bodobe/">Bodobe</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/ikalto/">Ikalto</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/telavi/">Telavi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/alaverdi/">Alaverdi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/kazbek/">Kazbek</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/kazbegi/">Kazbegi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/bezpieczenstwo-w-gruzji/">Bezpieczeństwo w Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/przewodniki/">Przewodniki</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/przejscie-graniczne-sarpi/">Przejście graniczne Sarpi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/chertwisi/">Chertwisi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/wino-gruzinskie/">Wino gruzińskie</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/jedzenie-w-gruzji/">Jedzenie w Gruzji</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/tbilisi-didube/">Tbilisi Didube</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/metro-w-tbilisi/">Metro w Tbilisi</a><br>- <a href="http://www.mdtravel.pl/lotnisko-w-tbilisi/">Lotnisko w Tbilisi</a><br></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/gruzja-2007/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dojazd do Gruzji</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/dojazd-do-gruzji/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/dojazd-do-gruzji/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Oct 2007 09:59:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2007 Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.md-dev.geostrona.pl/?p=2150</guid>
		<description><![CDATA[Oto jak dotarliśmy do Gruzji.
Po kilku miesiącach planowania i niezbędnego przygotowywania się oraz po kilku ostatnich dniach, które spędziliśmy na niezwykle wesołych zakupach (Pozdrawiamy Panią Anię z Tesco ) i pakowaniu sprzętu, spotkaliśmy się na poznańskim dworcu. Niestety tylko we czwórkę, a nie jak wcześniej planowaliśmy w piątkę, ale z różnych powodów Filo nie mógł [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h4 style="text-align: center;">Oto jak dotarliśmy do Gruzji.</h4>
<p style="text-align: justify;">Po kilku miesiącach planowania i niezbędnego przygotowywania się oraz po kilku ostatnich dniach, które spędziliśmy na niezwykle wesołych zakupach (Pozdrawiamy Panią Anię z Tesco ) i pakowaniu sprzętu, spotkaliśmy się na poznańskim dworcu. Niestety tylko we czwórkę, a nie jak wcześniej planowaliśmy w piątkę, ale z różnych powodów Filo nie mógł z nami jechać&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Na dworcu zameldowali się Michał, Marek, Jędras i Misiek. Stara, sprawdzona ekipa. Już od samego początku wzbudzaliśmy niemałe zainteresowanie. Co robi czterech facetów z czekanami przy plecakach w pociągu do&#8230;Suwałk? Jechaliśmy do Rygi, aby stamtąd polecieć liniami Air Baltic do Tbilisi. Postanowiliśmy, że skoro wykosztowaliśmy się na samolot (420zł/os, one way ticket, zamawiany w necie w styczniu) to przynajmniej zaoszczędzimy na dojeździe do stolicy Łotwy. Jazda pociągiem minęła bezproblemowo i już ok 12.40 byliśmy w Suwałkach. Autobusy do Rygi z Warszawy kosztują ok 150zł (stan na wiosnę 2007), więc stwierdziliśmy, że najlepszym sposobem będzie autostop. Po wizycie w barze, (i znów te pytania: W góry? To co Wy w Suwałkach robicie?) ok. godziny 15 staliśmy już na wylotówce w stronę przejścia granicznego w Ogrodnikach. Podzieliliśmy się na dwa zespoły, aby łatwiej złapać &#8220;okazję&#8221;. Już po kilkudziesięciu minutach pierwsza grupa pędziła w kierunku Litwy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Następnego dnia ok 14.00 wszyscy siedzieliśmy już zadowoleni na kempingu w centrum Rygi (5 euro, adres w poradach praktycznych). Przygody jakie mieliśmy to temat na osobną opowieść, wystarczy tylko wspomnieć, że Jędras z Markiem zostali na noc ugoszczeni w Kownie przez przypadkowych ludzi, Michał jechał dziewięcioma samochodami i spał na stacji benzynowej, a ja dojechałem cysterną z klejem do samego centrum Rygi. Gdy się spotkaliśmy radości nie było końca! Nie tracąc czasu poszliśmy zwiedzać. Nie mieliśmy żadnego przewodnika, więcwłóczyliśmy się po mieście zaglądając tu i tam, chowając się przed ulewą, która utrudniała chodzenie, ale za to wynagrodziła nas najładniejszą tęczą, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Ryskie stare miasto jest fantastyczne: urokliwe kamienice, strzeliste wieże kościołów, brukowane uliczki, przytulne kawiarenki, nadrzeczne bulwary. Nic nie przypomina tego, że jeszcze 20 lat temu było to przemysłowe miasto z od lat nieremontowana &#8220;burżujską&#8221; starówka&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Pochodziliśmy po centrum do wieczora i zmęczeni podróżą poszliśmy spać. Ranek przywitał nas kolejną ulewą. Samolot mieliśmy dopiero wieczorem, więc ten dzień też spędziliśmy na spacerach po mieście i leniuchowaniu na kempingu. Późnym popołudniem autobusem (linia 22, 0,3 LVL) udaliśmy się na lotnisko. Wcześniej tylko Jędrzej leciał samolotem pasażerskim, więc byliśmy dość mocno podekscytowani. Po wszystkich formalnościach, ważeniach i sprawdzaniu wszystkiego rozsiedliśmy się w samolocie. Razem z nami lecieli też litewscy alpiniści, których celem była Uszba &#8211; Królowa Kaukazu, podobno najtrudniejszy technicznie szczyt tego pasma. Oprócz pewnego incydentu z kobietą, która zarzekała się, że czuje spaliny i krzyczała, że zaraz samolot eksploduje, lot minął bez zakłóceń. Nerwową atmosferę wprowadzoną przez tropicielkę spalin rozładował Jędras, który podnosząc buty na wysokość głowy zakrzyknął, że to nie spaliny, tylko nasze buty tak śmierdzą! Salwa śmiechu uspokoiła kobietę, która do końca lotu już nic nie powiedziała.<br />
W Tbilisi wylądowaliśmy około czwartej rano. Planowaliśmy jak najszybciej przedostać się do Kazbegi i dalej na Kazbek, więc do świtu przespaliśmy się w hallu lotniska i poczekaliśmy na pierwszy autobus. Wtedy miałem okazję po raz pierwszy wyjść na &#8220;gruzińską ziemię&#8221;. Pierwsze co zaskoczyło mnie po opuszczeniu budynku to suchość powietrza i nowy zapach &#8211; zaskakująco intensywna woń różnych miejscowych ziół&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/dojazd-do-gruzji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspinaczka na Kazbek</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/wspinaczka-na-kazbek/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/wspinaczka-na-kazbek/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Oct 2007 09:58:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2007 Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.md-dev.geostrona.pl/?p=2153</guid>
		<description><![CDATA[Relacja z naszego wejścia na Kazbek
do poczytania dla tych, którzy się wybierają
Autobusem (1 lari/os) dojechaliśmy pod główny dworzec kolejowy i bazar. Tam, wzbudzając niemałe zainteresowanie kupiliśmy ostatnie zapasy i spotkaliśmy pierwszych Polaków, których w Gruzji okazało się być mnóstwo. Maciek i Mateusz przekazali nam wiele informacji, za które serdecznie dziękujemy!!! Marszrutki do Kazbegi odchodzą z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong>Relacja z naszego wejścia na Kazbek<br />
do poczytania dla tych, którzy się wybierają</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Autobusem (1 lari/os) dojechaliśmy pod główny dworzec kolejowy i bazar. Tam, wzbudzając niemałe zainteresowanie kupiliśmy ostatnie zapasy i spotkaliśmy pierwszych Polaków, których w Gruzji okazało się być mnóstwo. Maciek i Mateusz przekazali nam wiele informacji, za które serdecznie dziękujemy!!! Marszrutki do Kazbegi odchodzą z dworca Didube, do którego dostaliśmy się metrem (trzy stacje, 0,40 GEL). Ten dworzec to w rzeczywistości wielki parking dla marszrutek (99% marszrutek w Gruzji to Fordy Transity) wymieszany z olbrzymim bazarem, na którym można kupić prawie wszystko. Po pół godzinie jechaliśmy wyładowanym po brzegi Transitem w kierunku Kazbegi (8 GEL/os, ok 3h) Siedzieliśmy na ostatnich siedzeniach, więc nie dane nam było podziwiać widoków z Gruzińskiej Drogi Wojennej, ponieważ okna były na wysokości bioder. I tak cały czas odsypialiśmy noc w samolocie.<br />
Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do celu. Wysadzono nas na centralnym placu Kazbegi, wokół którego koncentruje się życie miasteczka &#8211; są tu bary, kioski, sklepy, autobusy, marszrutki no i Łady Niwy, które wożą leniwych i bogatych turystów do położonego 400 m wyżej słynnego kościółka Tsminda Sameba (ta przyjemności kosztuje 50 GEL za kurs &#8211; max 4 os). My potrzebowaliśmy świeżego chleba (rewelacyjne gruzińskie chlebo-placki z piekarni przy placu polecam każdemu), piwa i przede wszystkim benzyny do palnika, na którym zamierzaliśmy gotować. Niestety nie było nam dane zobaczyć Kazbeka, ponieważ zasłaniały go chmury.<br />
Wyprawa w poszukiwaniu stacji benzynowej zakończyła się jakieś 500 m na południe od placu. Znaleźliśmy budynek z dystrybutorami, które przestały działać pod koniec epoki tow. Breżniewa&#8230; Jednak przed tą stacją stały dwie ciężarówki, których właściciele wiercili świdrami w oponach i coś tam upychali (tak, zamknięta granica rosyjsko gruzińska zachęca do przemytu na wielką skalę). Jednak bez problemów zgodzili się spuścić nam ze zbiornika litr ropy. Tego mieliśmy później żałować&#8230;<br />
Po około godzinie spędzonej w Kazbegi ruszyliśmy w stronę Tsmindy Sameby. Jest kilka dróg dojścia &#8211; nie ma problemów z wybraniem właściwej &#8211; wystarczy iść pod górę i tak wszystkie się zejdą w jednym punkcie. Wejście z mega ciężkimi plecakami (mieliśmy wszystko na tydzień w bazie pod Kazbekiem) kosztowało nas trochę sił, ale było warto. Tminda Sameba prezentuje się znakomicie, ale z zewnątrz. Zdaje się, że tylko jej przepiękne położenie wpływa na jej popularność. Jeżeli nie jesteśmy nawiedzonymi miłośnikami gruzińskiej sztuki sakralnej to prawdę mówiąc wnętrze nie prezentuje niczego okazałego.<br />
Postanowiliśmy rozbić namioty niedaleko monastyru, aby wypocząć przed drogą do bazy i ostatecznie odespać noc w samolocie. Co nas najbardziej zszokowało to ilość spotykanych Polaków. Jeszcze na dole spotkaliśmy ich kilkunastu a kolejnych 10 nocowało razem z nami. Do końca wyjazdu zastanawialiśmy się co sprawiło o takiej popularności Gruzji wśród Polaków w tym roku (czyżby wydanie beznadziejnego przewodnika Bezdroży???). Wieczorem usiedliśmy przy wspólnym ognisku i słuchaliśmy opowiadań nowych znajomych z tej jak i innych wypraw. Pozdrowienia dla wszystkich!<br />
Rankiem obudził nas deszcz. Znów nie było dane nam zobaczyć celu naszej wyprawy, ponieważ przesłaniały go gęste chmury. Po śniadaniu i zwinięciu namiotów ruszyliśmy w górę. tego dnia czekało nas podejście 1600 m najpierw przez trawiaste wzgórza, później przez skały, a na końcu przez lodowiec we mgle. Na trasie spotkaliśmy kolejnych Polaków &#8211; okazało się, że chłopaki są z tego samego wydziału co ja. Też mieli zamiar wejść na Kazbek. Po przekroczeniu rzeki, które było dość emocjonujące i przejściu przez skały znaleźliśmy się na lodowcu. Ścianę Meteostacji widoczną od strony wschodniejpomalowano na &#8220;pstrokato&#8221; więc jest bardzo dobrze widoczna. Najgorsza była końcówka podejścia, czyli &#8220;wspinaczka po nasypie kolejowym&#8221;. Dość strome podejście po osypującym się zboczu. Do bazy dotarliśmy ok godziny 19 i spotkaliśmy tam&#8230; Polaków. I to wielu. Jedni weszli tylko do bazy, inni szykowali się na wejście na Kazbek, a pozostali czekali na kolegów, którzy już powinni zejść ze szczytu. Wszyscy bez wyjątku chorowali, ponieważ woda, którą uznawało się za pitną (woda z roztapiającego się płata śniegu) powodowała liczne sensacje żołądkowe. Pamiętając, że najlepiej uczyć się na cudzych błędach, my wodę zawsze gotowaliśmy, więc udało się nam uniknąć przykrości. Zmęczeni i głodni rozstawiliśmy namioty a kucharz naszej wyprawy Marek zaczął gotować. Zaczął, ale nie skończył, ponieważ ropa z gruzińskiej ciężarówki skutecznie zapchała wszelkie otwory w palniku. Na szczęście poratował nas Andrzej i podarował nam litr (nie ostatni) ich paliwa (okazało się później, że niewiele lepszego&#8230;). Ale zjeść się udało.<br />
Dopiero rankiem, po dość ciężkiej nocy spowodowanej wysokością zobaczyliśmy jaki piękny widok rozpościera się ze stacji meteo. Na pierwszym planie lodowiec, a dalej, po horyzont Kaukaz Wschodni ze szczytami grubo powyżej 3000 m npm. Okazało się, że dwójka Polaków, na których czekano w bazie poprzedniego dnia wróciła dopiero ok północy. Zgubili się we mgle i nie osiągając szczytu błądzili po wszystkich okolicznych dolinach. W jamie śnieżnej przeczekali i dopiero po zmroku mgła ustąpiła. Okazało się również, że kolejna trójka Polaków wyszła w nocy na szczyt. My postanowiliśmy zrobić &#8220;rozpoznanie bojem&#8221;, czyli nie będąc odpowiednio zaaklimatyzowani, wyjść &#8220;tak wysoko jak się da&#8221;. Postanowiliśmy iść za Andrzejem i jego dwoma kolegami. Najpierw ścieżką nad moreną boczną do czarnego krzyża, a potem moreną do początku plateau (do wysokości 4200), Nie było to najlepsze rozwiązanie, ponieważ morena była pełna szczelin między bryłami martwego lodu, poza tym ze zbocza po naszej prawej ręce ciągle spadały kamienie &#8211; zarówno małe pięści, jak i telewizory. Po dojściu na plateau zeszła mgła i idąc po śladach doszliśmy na wysokość 4400, gdzie oznaki choroby stały się tak wyraźne (ból głowy, osłabienie, mdłości), że postanowiliśmy zejść &#8211; tą sama drogą. Późnym popołudniem zeszła trójka Polaków, którym udało się wejść na szczyt. Po chwili negocjacji udało się nam przejąć ich flagę, która natychmiast wywiesiliśmy na kijkach trekkingowych przed naszymi namiotami. Od tamtej pory było to główne miejsce spotkań Polaków w tej części Gruzji. Okazało się, że do bazy przybyli kolejni Polacy &#8211; Asia i Mieszko oraz samotny podróżnik Mietek. Wieczór upłynął nam na leżeniu na skałach, odpoczynku, rozmowach i rozgrzewaniu się. Zapowiadała się przepiękna, bezchmurna i mroźna noc. Temperatura poniżej zero nie spadła, ale gwiazdy świeciły tak mocno ż w namiocie można było poruszać się bez czołówki.<br />
Następny dzień postanowiliśmy spędzić na aklimatyzacji, czyli robieniu niczego. Planowaliśmy wspiąć się kilkaset metrów wyżej do małej kapliczki, ale siedzenie na kamieniach było tak błogie, że nikomu się nie chciało. Piękna pogoda troszkę korciła, aby wyjść na szczyt, ale pamiętając doświadczenia dnia wczorajszego woleliśmy nie ryzykować złego samopoczucia pod samym szczytem. Postanowiliśmy, że na szczyt wyjdziemy tej nocy. Okazało się, że razem z Andrzejem i jego ekipą, a także dwójką Poznaniaków.<br />
W międzyczasie Mieszko i Asia zeszli do Kazbegi, a do góry przyszli Ula z chłopakiem i Basią oraz jakaś ekipa z Warszawy, która jednak nie wykazywała chęci do integracji&#8230;<br />
Poszliśmy spać bardzo wcześnie i wstaliśmy ok drugiej w nocy. O trzeciej byliśmy już w trasie. Zewzględu na trudności z palnikiem wyszliśmy ostatni, jednak idąc po śladzie z GPS zapisanym dwa dni wcześniej do czarnego krzyża nie błądziliśmy i dogoniliśmy chłopaków z Poznania, Nie chcąc iść przez morenę zdecydowaliśmy się na marsz lodowcem. My poszliśmy trudniejszą technicznie prawą stroną, a chłopaki bardziej połogą lewą stroną. Świt był przepiękny, jednak znów gdy tylko dotarliśmy do plateau wszystko zasnuło się chmurami. Od tej pory mgła towarzyszyła nam bez przerwy. Po śladzie z GPS doszliśmy do miejsca, z którego zawróciliśmy 2 dni wcześniej, a dalej szliśmy po śladach trójki, która była tu poprzedniego dnia. Ich tłumaczenie było proste &#8220;Idziecie plateau w górę, za ostatnimi serakami w prawo i trawersem Spartaka na przełęcz, potem ściana, kopa i jesteście na szczycie&#8221;. Na szczęście ich ślady nie zostały zawiane. Mgła ograniczała widoczność do 20 metrów, lecz cały czas pięliśmy się w górę. Na GPS &#8220;stukały&#8221; kolejne setki metrów. Im wyżej, tym szło się gorzej &#8211; musieliśmy robić przerwy co mniej więcej 40 kroków. Na wysokości 4810 &#8211; tuż przed przełęczą stało się to czego się obawialiśmy. Michał poczuł się gorzej &#8211; było mu zimno mimo dwóch kurtek, trząsł się mimo wypicia termosu gorącej herbaty, kaszlał i sapał. Z rozmów wynikało, że świadomość też była trochę ograniczona. Szybko podjęliśmy decyzję, że Marek i Jędras idą na górę, a ja z Michałem schodzimy. Po wymianie sprzętu i pożywienia chłopaki zniknęli we mgle, a my zaczęliśmy schodzić. Ok 100 m niżej wykopałem czekanem siedzisko, gdzie Michał mógł odpocząć. Owinęliśmy się folią NRC i czekaliśmy. Miałem nadzieję, że kiedy chłopaki będą nas mijać schodząc, przepniemy się i ja będę mógł wejść z silniejszym, a drugi zejdzie z Michałem w dół.<br />
Jędrzej i Marek zdobyli szczyt ok 10.00 i spotkali tam Poznaniaków i ekipę Andrzeja &#8211; wchodzili trochę innądrogą. Po sesji zdjęciowej w marnej pogodzie zeszli gubiąc drogę i nie minęli nas schodząc. Ja z Michałem po godzinie oczekiwania zaczęliśmy schodzić. Michał poczuł się znacznie lepiej, więc szło nam szybko. Atmosfera była trochę przygnębiająca, ale wynagrodziliśmy to sobie obserwacją kamieni spadających z południowo &#8211; zachodniego stoku Spartaka. Tuż przed bazą dojrzeliśmy chłopaków, którzy schodzili po lodowcu. Poczekaliśmy na nich i razem zeszliśmy do bazy. Postanowiłem, że spróbuje jeszcze raz. Okazało się, że przyszli kolejni Polacy, którzy twierdząc, że są zaaklimatyzowani po zdobyciu najwyższego szczytu Armenii, postanowili atakować dnia następnego. Po chwili namysłu zdecydowałem, że mam tyle sił, aby atakować następnego dnia. Dla mnie dzień skończył się ok 17 gdyż od razu poszedłem spać, aby wypocząć przed kolejną pobudka o drugiej w nocy. Podejście z 3675 mnpm na 4810 i zejście podczas kilkunastu godzin marszu sprawiło że zasnąłem natychmiast.<br />
Nocna pobudka nie była przyjemna, ale nastrój mi się poprawił gdy tylko wyszedłem z namiotu, ponieważ niebo było bezchmurne. Po gorącej herbacie i czekoladzie na śniadanie zaczęliśmy mozolny marsz przez skały do lodowca. Było widać czołówki grupy Hiszpanów i dwójki Czechów. Po dojściu do lodowca związałem się ze Sławkiem z Warszawy, a reszta ekipy związała się w trójkę. Przeżyliśmy wspaniały wschód Słońca na lodowcu, a pogoda zapowiadała się przepiękna. Po przejściu przez plateau okazało się, że trójka miała znacznie wolniejsze tempo, więc zdecydowaliśmy się na rozdzielenie. Zaczęliśmy ze Sławkiem wchodzić na trawers. Widoki były wspaniałe, słońce przypiekało, a nam szło się wyśmienicie. Dokładnie w tych samych momentach potrzebowaliśmy przerwy, więc nie było żadnych nieporozumień. Wyprzedziliśmy Hiszpanów i mijając wykopane jamy, w których odpoczywaliśmy dzień wcześniej doszliśmyna przełęcz. Przed nami była słynna ściana, przed którą w swoich relacjach ostrzegają wszyscy, którzy weszli na górę. Fakt, była wysoka i bardzo stroma, ale prowadziła nią wyraźna droga z wyrąbanymi w lodzie stopniami. Szło się bardzo ciężko, z wieloma przerwami, ale nie stosowaliśmy dodatkowych zabezpieczeń. Potem jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i szczyt! Potwornie zmęczeni, ale zadowoleni zrobiliśmy sobie małą sesję zdjęciową, posiedzieliśmy ok 20 minut podziwiając widoki i zaczęliśmy schodzić. Na przełęczy spotkaliśmy znajomych Sławka, którzy mocno zmęczeni, dzielnie podchodzili. Podczas schodzenia trawersem pogoda zaczęła się psuć, zrobiło się pochmurno i zaczęło nawet grzmieć. Mnie coraz bardziej udzielało się zmęczenie dnia wczorajszego&#8230; W drodze powrotnej musieliśmy robić kilkudziesięciominutowe przerwy na drzemki. Zaczął padać grad, zrobiło się nieprzyjemnie. Do bazy doszliśmy ok godziny 17, gdzie czekała na nas gorąca herbata i obiad przygotowany przez chłopaków. Nastroje wyraźnie się poprawiły. Prawie natychmiast poszedłem spać.<br />
Marek, Jędrzej i Michał nie próżnowali w tym czasie i zajmowali się przepakowywaniem jedzenia i grą w karty. Następnego dnia zeszliśmy do Tsmindy Sameby, spotykając po drodze kolejnych Polaków. Serdeczne dzięki i pozdrowienia dla Uli z Krakowa, która przekazała nam przez Andrzeja czekoladę:)<br />
Kilka dni pod Kazbekiem zmęczyły nas zarówno fizycznie jak i psychicznie. Z przyjemnością znów chodziliśmy po trawie i popatrzyliśmy na kolor zielony, mogliśmy napić się wody z doskonałego źródełka bez ograniczeń oraz pojawiła się okazja zrobienia zakupów. Zszedłem z Jędrzejem do Kazbegi, gdzie zrobiliśmy wielkie zakupy towarów, które przez ostatnie kilka dni były deficytowe &#8211; owoce, piwo, chleb, ser&#8230; Nie chciało nam się podchodzić, więc zdecydowaliśmy się podjechać Ładą, jednak cena 50 GEL była dla nas zbyt wysoka. Podeszliśmy wyżej i tam zapytaliśmy kierowcy, który wracał czy nas nie weźmie. Po ostrych targach, za 20 GEL jechaliśmy Ładą Nivą. Po dojściu do namiotów radości i obżarstwa nie było końca. Pogoda się poprawiła, więc nareszcie mieliśmy okazję oglądać Kazbeka w całej okazałości.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/wspinaczka-na-kazbek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trekking Kaukaz Wschodni</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/trekking-kaukaz-wschodni/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/trekking-kaukaz-wschodni/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Oct 2007 09:57:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2007 Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.md-dev.geostrona.pl/?p=2156</guid>
		<description><![CDATA[Relacja z naszego trekkingu przez Kaukaz Wschodni
Rozpoczął się kolejny etap naszej wyprawy. Planowaliśmy ok 10 dniowy trekking przez Kaukaz Wschodni z Kazbegi do wsi Omalo w Tuszetii. Pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze nasza maszynka benzynowa po przebojach z gruzińskimi paliwami odmówiła posłuszeństwa. Po prostu tamto paliwo jest tak złej jakości, że pozatykało dysze i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong>Relacja z naszego trekkingu przez Kaukaz Wschodni</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Rozpoczął się kolejny etap naszej wyprawy. Planowaliśmy ok 10 dniowy trekking przez Kaukaz Wschodni z Kazbegi do wsi Omalo w Tuszetii. Pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze nasza maszynka benzynowa po przebojach z gruzińskimi paliwami odmówiła posłuszeństwa. Po prostu tamto paliwo jest tak złej jakości, że pozatykało dysze i rurki doprowadzające paliwo. Poza tym znajomi (jechali z Polski samochodami), z którymi umówiliśmy się w Kazbegi na przekazanie paczki (butle z gazem, których nie można wozić samolotem, polskie jedzenie), mieli jakieś problemy z dojazdem&#8230; Pojechaliśmy do wsi Karkucza i tam na nich czekaliśmy. Dotarli dopiero po trzech dniach, które upłynęły nam na błogim lenistwie. Rozbiliśmy namioty na łące Gruzina, który wieczorem przyniósł nam mleko i ser. Na stwierdzenie, że chcemy zostać kilka dni, z uśmiechem powiedział, że możemy zostać do zimy, albo i dłużej.<br />
Chodziliśmy po okolicy, robiliśmy &#8220;wyprawy&#8221; do następnej wsi do sklepu, kąpaliśmy się w rzece. Jednym słowem leniuchowanie, które jednak przydało się nam po Kazbeku. Mieliśmy okazje obserwować dziką przyrodę i życie codzienne mieszkańców wioski. Dzieci bez przerwy bawiły się w rzece, a dorośli kosili siano. Byli bardzo przyjaźnie nastawieni, przychodzili, rozmawiali. Tylko jeden facet trochę wdał się nam ze znaki, bo przyszedł nie do końca trzeźwy i uparcie twierdził, że Marek jest piękną dziewczyną i próbował zaprosić go do siebie&#8230; Po jakimś czasie zaczęło to być męczące, jednak po kilku aluzjach, żeby może już poszedł do siebie, dał sobie spokój.<br />
W końcu przyjechali! Wcześnie rano, w sam raz na śniadanie. Po przywitaniach i opowieściach o dotychczasowej podróży oraz śniadanku wzięliśmy się do konkretów, czyli czyszczenia maszynki za pomocą wszelkich dostępnych w samochodzie terenowym narzędzi oraz pakowania naszych lin i czekanów na dach Land Rovera. Po kilkudziesięciu minutach walki z Primusem Marek z Michałem (Futrzakiem) przetkali zawór (Coca-cola z WD40 przetka wszystko, serio). Kiedy palnik był w plecaku, a worek ze szpejem na dachu samochodu Jędras podjął decyzje o wcześniejszym powrocie &#8211; zabrał się więc z Futrzakami &#8211; właścicielami Land Rovera &#8211; do domu&#8230;<br />
Tak więc w dalszą drogę udaliśmy się we trzech. Samochody odjechały w stronę Kazbegi, a my poszliśmy w przeciwnym kierunku &#8211; drogą szutrową do wsi Dżuta &#8211; ostatniej wsi, do której można dojechać samochodem. Za nią już tylko posterunek wojskowy, gdzie dostaliśmy jakąś karteczkę (prawdopodobnie papierek poświadczający, że jesteśmy turystami a nie uchodźcami z pobliskiej Inguszetii) całą w makaronach i poszliśmy dalej szeroką, zieloną doliną. Zagłębialiśmy się coraz dalej w Kaukaz Wschodni. Następne kilka dni mieliśmy wędrować pasterskimi ścieżkami, wśród skalistych szczytów, między potokami z krystalicznie czystą i lodowato zimną wodą oraz porośniętymi pachnącymi ziołami łąkami&#8230; Żołnierz na posterunku zapytany (przez pośrednictwo gruzińskiego turysty, który znał angielski) o ilość turystów stwierdził, że jest ich bardzo dużo. Ilu? &#8220;No, w tym tygodniu jesteście już trzecią grupą&#8230;&#8221;.<br />
My chcieliśmy odwiedzić dwie odcięte od świata wioski Achieli i Amha, w których miały znajdować się słynne kaukaskie wieże obserwacyjne, a później dojść do Szatili (w wersji optymistycznej zakładaliśmy nawet dojście do Omalo w Tuszteii). Czekało nas dwa dni marszu do wiosek, a później jeszcze 3 do Szatili. Trasa do przełęczy, której nazwy nie możemy odczytać z mapy (Archo&#8230; 3287mnpm) biegnie trawiastą, szeroką doliną, którą szło się bardzo przyjemnie raz po raz przekraczając płytki i szeroki strumień. Jedyną niedogodnością była pogoda, która postanowiła się popsuć &#8211; zaczął padać deszcz. To zmusiło nas do rozbicia namiotów na samym środku ścieżki. Jednak Jednak i tak nikomu to nie przeszkodziło, bo nikt tamtędy nie chodzi. Po sutej kolacji szybko poszliśmy spać.<br />
Ranek przywitał nas suchy i słoneczny. Szybko zwinęliśmy biwak i poszliśmy dalej. Już w prażącym słońcu wspinaliśmy się coraz wyżej w stronę przełęczy, mijając skaliste, nienazwane szczyty, na których widniały jeszcze resztki śniegu. Około południa stanęliśmy na przełęczy, z której rozpościerał się cudowny widok. Kazbek zasłaniały nam inne góry, ale panoramy w kierunku wschodnim nic nam nie przesłaniało &#8211; widać było nawet szczyt Tebulosmta &#8211; najwyższą górę Czeczenii. Na przełęczy przy kopczyku z kamieni Marek znalazł kilka łusek od kałasznikowa &#8211; prawdopodobnie ślady po wiwatach kaukaskich górali. Od tego momentu nasz szlak prowadził ciągle w dół najpierw w kierunku wschodnim, a później północnym. Szliśmy wzdłuż potoków po kwiecistych łąkach, których zieleń wydawała się nieprawdopodobna &#8211; jak na początku czerwca. Intensywność tego koloru aż nadto wynagrodziło nam dni patrzenia tylko na lód i skały w rejonie Kazbeka. Późnym popołudniem dotarliśmy do wsi Achieli nad rzeką Assa. Pojawienie się trzech turystów z plecakami wywołało niemałą sensację w wiosce. Jeszcze zanim zobaczyliśmy pierwsze zabudowania, ze stoków po przeciwległej stronie krzyczeli do nas górale, przyjaźnie wołali pasterze oraz &#8220;kosiarze&#8221; siana, a mijani ludzie odwzajemniali pozdrowienia i przyjaźnie się uśmiechali. Wieś składała się z kilkunastu kamienno &#8211; drewnianych domków i kilku uliczek, na których pasł się inwentarz oraz bawiły się dzieci. Niewiele osób mówiło po rosyjsku, ale udało się nam porozumieć. Zostawiliśmy plecaki przy jednym z domów i podeszliśmy do wieży obserwacyjnej, która górowała nad wsią. Wieża to jedyne co pozostało z całkiem dużego kompleksu budynków, po których zostały tylko fundamenty. Dziwne, że sama wieża oparła się kaukaskim zimom i wiatrom, ponieważ wybudowano ją beż żadnej zaprawy. Większość z tego typu budowli już nie istnieje, często można napotkać jedynie ruiny lub same fundamenty. Wieże zostały zbudowane przez górali (historycy sami nie wiedzą do końca kiedy) i stanowiły sieć alarmowo &#8211; informacyjną. Gdy tylko w stronę gór zbliżały się armie rosyjska, perska, bądź turecka, górale rozpalali ogniska na szczytach wież, a obserwatorzy na innych, tak usytuowanych, aby było widać następne również rozpalali ogień. W ten sposób, w kilka chwil można było zaalarmować sąsiadów i zorganizować obronę. Dziś wieże nie są już potrzebne, więc rozpadają się jedna po drugiej i trzeba się spieszyć, aby je zobaczyć. Po zejściu do wsi porozmawialiśmy z jej naczelnikiem &#8211; facet wyglądał na naczelnika &#8211; w mundurze, postawny, poważny i wszystkiego doglądał. Dowiedzieliśmy się, że do najbliższego sklepu mają 20 km i muszą pokonać 1000 m przewyższenia. Jest to całodzienna wyprawa konno. Oprócz tego dowiedzieliśmy się, że ostatni turyści dotarli tam kilka miesięcy temu&#8230; Spytaliśmy o pozwolenie i rozbiliśmy się przy wiosce, nad rzeką. Podziwialiśmy tych ludzi, ich chart ducha i odwagę. Życie w takiej odległości od cywilizacji musi być ciężkie. Jedyną oznaka nowoczesności była turbina elektryczna na rzece, która dawała prąd dla dwóch wsi. Wieczorem światło w domach było jednak tak blade, że mogłoby z nim konkurować to odbite od księżyca&#8230;<br />
Z namiotów wygoniło nas słońce, które ogrzało wnętrze do nieznośnej temperatury. Leżąc na karimatach przed namiotem i czekając aż ktoś zrobi śniadanie mieliśmy przygodę, której się spodziewaliśmy, ale obawialiśmy się konsekwencji. Od strony gór usłyszeliśmy ujadanie psów. Spojrzeliśmy w tym kierunku, a stamtąd w naszą stronę pędziły trzy olbrzymie, białe psy (myśleliśmy, że to owczarki kaukaskie, ale znajomy, który się zna, po obejrzeniu zdjęć stwierdził, że to jakieś inne &#8211; nie ważne, były olbrzymie). W pobliżu nie było nikogo z miejscowych, więc przestraszyliśmy się nie na żarty. Zanim wymyśliliśmy cokolwiek sensownego psy były już przy nas i&#8230; zajrzały do garnków, obwąchały namioty, po czym uwaliły się w nogach na karimacie i kazały się drapać po brzuchu i za uszami. Marek powiedział, że w nocy, kiedy wyszedł z namiotu też je spotkał &#8211; jego reakcja była podobna &#8211; zaczął się żegnać z życiem, a potem psy spały razem z nim przy namiocie (noc była gorąca, a Marek źle się czuł więc spał na zewnątrz). W przyjaźni z psami zwinęliśmy biwak i poszliśmy dalej na północ w kierunku wsi Amha. Doszliśmy już po pół godzinie idąc wzdłuż linii elektrycznej. Wszyscy mieszkańcy pracowali w polu kosząc siano, więc znów szliśmy pozdrawiając wszystkich napotkanych miejscowych. Ich wieś wyglądała na jeszcze starszą od poprzedniej. Domy były praktycznie tylko z kamienia, a wnętrza ograniczały się tylko do najpotrzebniejszych sprzętów. Rozglądając się po zagrodach stwierdziliśmy, że głównym zajęciem tych ludzi jest hodowla krów i wyrabianie sera z ich mleka. Postanowiliśmy zdobyć górę mieszczącą się nad wsią, do której powinna prowadzić ścieżka (jest zaznaczona na mapie, ale umówmy się &#8211; w terenie jej nie ma). Marek nie czuł się najlepiej, więc został i czytał a ja z Michałem wspiąłem się 1000 metrów ponad wioskę. Z góry, skąd roztaczał się piekny widok na okolicę &#8211; widzieliśmy przełom rzeki Assy, naszą dalszą trasę, mijane wsie, góry i doliny&#8230; po kilkudziesięciu minutach napawania się widokiem zeszliśmy do Marka, który już czekał z trzykilowym kawałkiem sera. Okazało się, że w czasie naszej nieobecności wrócił do wioski, aby kupić trochę miejscowego wyrobu. Życzliwość kaukaskich górali nie ma granic, ponieważ chcieli mu dać cały wieli krąg (ok. 6kg) kategorycznie wzbraniając się od jakiejkolwiek zapłaty. Marek jednak jakoś wcisnął im 10 lari, za które dostaliśmy zaproszenie na świeże mleko zaraz po wieczornym udoju. Niestety nasze plany były inne &#8211; poszliśmy w kierunku przełęczy Kocom&#8230; 2978mnpm. Początkowo ścieżka była widoczna, jednak im wyżej, tym mniej krów (i byków, które goniły Marka), a co za tym idzie pasterskich szlaków i zaczęły się problemy ze ścieżkami. Przedzieraliśmy się przez krzaki i zarośla z różnych aromatycznie pachnących roślin, które nieraz były wyższe od nas. Dotarliśmy do początku i tu rozbiliśmy namioty &#8211; zaraz przy źródłach, które od razu wypływały pokaźną rzeczką. Byliśmy wykończeni. Po kąpieli w lodowatym strumieniu i gorącej kolacji poszliśmy spać.<br />
Ranek był gorący i wilgotny. Wzięliśmy ze sobą tyle wody ile mogliśmy unieść, ponieważ z mapy wynikało, że nieprędko napotkamy jakikolwiek strumień. Kontynuowaliśmy nasz marsz przez &#8220;zielsko&#8221;, które nieraz sięgało nam do pasa. Ścieżka stała się prawie niewidoczna &#8211; raz się pojawia, później znikała &#8211; generalnie szliśmy w dolinie, więc pogubić się nie mogliśmy, poza tym GPS czuwał nad kierunkiem marszu. Na przełęczy poważnie się ochłodziło, ale wszystkie niedogodności wynagradzał widok &#8211; znów widzieliśmy panoramę Kaukazu Wschodniego. Posiedzieliśmy i popodziwialiśmy widoki kilkadziesiąt minut przegryzając ser. później ruszyliśmy trawersem w kierunku północnym. Tu znów powinna by ścieżka, ale widzieliśmy jedynie jej pozostałości.<br />
Przebywanie już od kilkunastu dni w tych surowych górach zmęczyło nas fizycznie oraz psychicznie. Dodatkowo pojawiające się problemy ze szlakiem obniżyły morale. Postanowiliśmy, że po dojściu do Szatili podejmiemy decyzję czy idziemy dalej, czy schodzimy i zaczynamy zwiedzać Gruzję. Siedząc na kolejnej mijanej przełęczy idąc już zupełnie bez ścieżki stwierdziliśmy, że skrócimy sobie trochę drogę drogę i przejdziemy dolinką, która na mapie nie wyglądała źle kilkaset metrów i dojdziemy do miejsca, gdzie (wg mapy) już powinien biec bardziej uczęszczany szlak. To był błąd. Okazało się, że dolinka jest bardzo stroma, ale na szczęście porośnięta rododendronami, których trzymając się kurczowo schodziliśmy. Okazało się że po zejściu przez skały musieliśmy omijać wodospady, prawie pionowe ściany. Było trochę niebezpiecznie, ale otuchy dodawał nam fakt, że zbliżamy się do zaznaczonej ścieżki. Po dwugodzinnej walce z doliną, podrapani przez różne krzewy, poobdzierani przez skały doszliśmy do celu. Niestety &#8211; ze ścieżki zostały tylko zarośnięte fragmenty, które nie rokowały najlepiej na dalsza drogę. Zrobiło się późno, więc rozbiliśmy się w zakolu rzeki, w jedynym nadającym się do tego miejscu&#8230;<br />
Ranek mimo wszystko zaczęliśmy optymistycznie &#8211; mieliśmy przed sobą jedynie 6 km i perspektywę na zimne piwo w Szatili! Już na samym początku okazało się, że szlak dawno zarósł malinami, został zniszczony przez osuwiska. Znów musieliśmy chodzić po skałkach w strumieniu, przechodzić przez wodospady, lodowe zatory, które są pozostałością po wiosennych lawinach&#8230; Jedynym plusem był fakt, że rosło tam mnóstwo słodkich malin, których nikt nie zbierał. Gdy doszliśmy do trzeciej doliny, która miał być tą ostatnią rozwiały się nasze ostatnie nadzieje na znalezienie ścieżki. W tym momencie zaczął się &#8220;przedzieraking&#8221;. Tak nawialiśmy to co nas spotkało. Kilkadziesiąt metrów po zarośniętej ścieżce wśród roślin wyższych od nas, później trochę po osuwających się kamieniach, znów wypatrzeliśmy gdzieś pozostałości ścieżki, które urywały się przy następnym osuwisku. Słowem, najlepiej się nam szło brodząc w strumieniu &#8211; w butach i spodniach &#8211; dno było przynajmniej płaskie. Dodawaliśmy sobie otuchy śpiewając &#8220;Always look on the bright side of life&#8221; Po 5 godzinach takiego &#8220;marszu&#8221; dotarliśmy do drogi. Radości nie było końca! Dużych strat nie było &#8211; jedynie spodnie Marka dokonały żywota. Po przebraniu się mieliśmy niesamowite szczęście ponieważ chwilę po naszym wyjściu drogą w kierunku Szatili przejeżdżał Ford Transit, który nas podwiózł. Kierowca, który wysłuchał naszej opowieści stwierdził, że jesteśmy szaleni i podarował ciepłe chaczapuri.<br />
O Szatili nie napisano w przewodnikach ani słowa. Postanowiliśmy tam dojść tylko ze względu na fakt, iż osada jest tak oddalona od najbliższych osiedli ludzkich. Spodziewaliśmy się znaleźć prawdziwie góralskie budowle i klimat miasteczka zagubionego wśród gór. Rzeczywistość przerosła nasze wyobrażenia i oczekiwania. wysadzono nas w górnej części miasta, gdzie wybudowano kilka domków z stylu socreal i kilka domków jednorodzinnych. Nagle w dole zaczęliśmy widzieć zarysy jakieś niezwykłej budowli. W miarę zbliżania się, nie mogliśmy uwierzyć w to co widzieliśmy. Znajdowaliśmy się nad olbrzymią kamienną twierdzą. Zanim nasze szczęki powróciły z okolic kolan przeszliśmy przez twierdzę do dolnej części miasta. Dopiero stamtąd widać ogrom tej budowli, która jak się okazało powstała w IV wieku naszej ery. To była pierwsza, ale nie ostatnia przesłanka, która świadczyła o potędze kaukaskiej kultury. Kiedy Słowianie koczowali gdzieś pomiędzy Wołgą a Uralem, na Kaukazie powstawały tak okazałe budowle. Dziś twierdza jest po renowacji, co jednak nie zostało wykonane dość profesjonalnie i z bliska widać niedociągnięcia typu: dachy ze &#8220;starożytnej&#8221; papy, bądź niewielkie betonowe wsporniki. Jednak z daleka twierdza prezentuje się znakomicie. Na eksplorowanie jej wnętrz poświęcilismy kilkadziesiąt minut. Na dole spotkaliśmy dwóch Amerykanów, którzy kręcili film dokumentalny o Gruzji. Towarzyszyło im dwóch Gruzinów, którzy dobrze znali angielski. Nareszcie porozmawialiśmy w języku, w którym mogliśmy wyrazić znacznie więcej niż po rosyjsku. Nasza rozmowa o Szatili, Kaukazie oraz o przygodzie odkrywania Gruzji została nagrana i jej fragmenty mają być wykorzystane w owym filmie. Amerykanie zrobili jeszcze kilka kiczowatych ujęć jak oglądamy twierdzę i poszliśmy dalej. Okazało się, że w wiosce jest sporo obcokrajowców. Minęliśmy grupę Niemców, którzy nie wykazali żadnej chęci do nawiązania kontaktu &#8211; byli zainteresowani tylko swoim Land Roverem i kajakiem, którym pływali po dość rwącej rzece. Bardziej skorzy do rozmowy byli nasi bracia z południa &#8211; Czesi. Okazało się, że idą z Omalo &#8211; potencjalnego celu naszego trekkingu. Krótka wymiana informacji &#8211; dowiedzieliśmy się, że droga jest ciekawa, ale zajmie nam kolejne 5 dni. Oprócz 2 dni idzie się po zwykłej drodze szutrowej, a z samego Omalo niezwykle trudno się wydostać. Po analizie mapy stwierdziliśmy, że kończymy trekking, Tuszetię zobaczymy następnym razem, a teraz zaczynamy kolejny etap wyprawy &#8211; zwiedzanie Gruzji i poznawanie Gruzinów! Z tym optymistycznym postanowieniem, po sutej kolacji poszliśmy spać zaraz za wioską na bardzo przyjemnym kawałku pastwiska.<br />
Ranek był piękny i słoneczny, więc wstaliśmy szybko, aby złapać okazję i wydostać się z gór. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, bo najbliższy przystanek autobusowy jest 50km od nas. Razem z Czechami, którzy także postanowili skończyć ich trasę (ponieważ nasłuchali się o naszych przygodach w dolinie, a planowali przejście tym szlakiem), zaczęliśmy łapać okazję. Tak&#8230; Można powiedzieć, że poszło nieźle &#8211; Michał wziął szósty przejeżdżający samochód, a Marka i mnie siódmy. Po siedmiu godzinach czekania&#8230; Czas mijał nam na leżeniu, odpoczywaniu, denerwowaniu się, że nic nie jedzie, wypatrywaniu w najbliższy zakręt drogi oraz na graniu w karty z Czechami w bardzo dziwna grę. Kiedy oni się wydostali nie wiemy&#8230; Michał pojechał do Mcchety na dwa razy, a ja z Markiem na raz i to z przygodami!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/trekking-kaukaz-wschodni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
