Data: czwartek, 14 Sierpień 2008 autor: Alicja
Pierwsze dni podobno są najgorsze w nowym miejscu, szczególnie jeśli jest to praca, o której nie ma się zielonego pojęcia. Tak też było w moim przypadku. Jak się okazało dzisiaj, to były jedne z najgorszych i najbardziej absorbujących dni nie tylko dla mnie. A w pracy dodatkowo nie było 2 pracowników.
Dzisiejszy dzień moge zaliczyć, jak najbardziej, do udanych. W końcu mogłam na spokojnie poznać wszystkie procedury itd… i to ze spokojem. Wszyscy są na razie cierpliwi, a że pracuję z samymi facetami
to jak się ładnie uśmiechnę to zawsze chętnie pomogą (poza menadżerem-Peterem, który jest dosyć stary i wie baaardzo mało na temat swojego własnego biznesu). Reszta pracowników: Kieran, Colin, Alan, William i Darren jest bardzo sympatyczna.
Podpisałam dziś 3 kontrakty-fakt faktem tylko na internet, ale zawsze coś. Ludzie przychodzą czasami z bardzi śmiesznymi problemami np.: mężczyzna dzwoni do kolegi i denerwuje go to, że za każdym razem gdy tamten nie odbiera, on musi płacić za rozmowę z jakąś kobietą (czyt. automatyczna sekretarka). Jego pytanie: “jak ja to mogę wyłączyć i czy ja za to płacę”. Nasza odpowiedź: “a) tak płaci Pan oczywiście, jak za połączenie b)proszę przyprowadzić owego kolegę, który sprawia tyle problemów”. Myślałam, że pękne ze śmiechu jak za około 30 min owy klient przychodzi z kolegą oboje kładą swoje telefony na ladzie i proszą o usunięcie powodu waśni:) po czym idą na kawę do pobliskiej kawiarni i wracają za jakieś 3h.
Tak jak już Michał napisał: na razie mam 2 prace+możliwość pracowania na nocki, od czasu do czasu, w hotelu gdzieś daleko od Cork+czekam na odpowiedź ze sklepu Balloon Surprise. Czekam też na propozycję kontraktu z O2. Także tak troszkę zawieszona jestem.
Rzeczywiście dawno już nie udzielałam się na blogu. Po prostu cała sytuacja z pracą/ami troszkę mnie pochłonęła psychicznie. Więc od ostatniego razu kiedy pisałam zdążyłam dowiedzieć się ostatecznie, że od października jestem studentką I roku logistyki międzynarodowej na AE:) Zobaczymy jak wybuchowa mieszanka wyjdzie z próby połączenia geoinformacji i logistyki…
Aaaaa najważniejsze ….. wiadomość do naszych Mam
))) bo to One najczęściej odchodzą od zmysłów zastanawiając się nad tym co też ich “pociechy” (które mają już ponad 20 lat i 178/186 wzrostu), będące zagranicą jedzą. Tak więc, ostatnio jak byliśmy na standardowych zakupach w tesco (czyt. woda za 27c, pizza-75c, ciastka-37c) natrafiliśmy na PIEROGIIIIIIII. Tak prawdzie polskie ruskie pierożki i z kapustą i grzybami-74c/opakowanie…MNIAM (przysmażone z cebulką na patelni). Misiek dzisiaj do domu wróci chyba w 10 min jak już wie, że czekać będą na stole ciepłe pierogi.
Smakują nawet Włochom, którzy byli bardzo ciekawi sposobu przygotowania i smaku, więc podzieliłam się z nimi kawałkiem swojego obiadu. Jak się dowiedzieli, że na Wigilie w Polsce na stole poza rybą, barszczem it…są głównie pierogi (przynajmniej u mnie w domu), zapewnili, że na któreś Święta zawitają do nas.
Kategoria: 2008 Irlandia, Irlandia | Komentarze (6)