<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>MDtravel &#187; 2006 Bałkany</title>
	<atom:link href="http://www.mdtravel.pl/category/2006-balkany/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.mdtravel.pl</link>
	<description>Wspomnienia z podróży</description>
	<lastBuildDate>Sun, 30 May 2010 07:17:39 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Bułgaria</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/bulgaria/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/bulgaria/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Sep 2006 12:16:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2276</guid>
		<description><![CDATA[Pokaż MDtravel na większej mapie
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><iframe width="550" height="450" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=42.690511,25.180664&amp;spn=3.63377,6.031494&amp;t=p&amp;z=7&amp;output=embed"></iframe><br /><small>Pokaż <a href="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=42.690511,25.180664&amp;spn=3.63377,6.031494&amp;t=p&amp;z=7&amp;source=embed" style="color:#0000FF;text-align:left">MDtravel</a> na większej mapie</small></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/bulgaria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bułgaria &#8211; Sofia</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-sofia/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-sofia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Sep 2006 12:00:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2263</guid>
		<description><![CDATA[Do granicy macedońsko bułgarskiej (Gyueshevo) dojechaliśmy dość łatwo złapanym stopem z miejscowości Kriva Palanka. Całe przejście to kilka dość nowoczesnych budynków na których już są unijne gwiazdki, mimo, ze do wspólnoty Bułgaria wstąpi dopiero za kilka miesięcy. Żar lejący się z nieba oraz praktycznie żaden ruch samochodów sprawił, że ostatnie denary wydaliśmy na espresso w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Do granicy macedońsko bułgarskiej (Gyueshevo) dojechaliśmy dość łatwo złapanym stopem z miejscowości Kriva Palanka. Całe przejście to kilka dość nowoczesnych budynków na których już są unijne gwiazdki, mimo, ze do wspólnoty Bułgaria wstąpi dopiero za kilka miesięcy. Żar lejący się z nieba oraz praktycznie żaden ruch samochodów sprawił, że ostatnie denary wydaliśmy na espresso w przygranicznym barze i usiedliśmy na ławeczkach wygrzewając się w słońcu. W końcu przeszliśmy do odprawy &#8211; znów to samo &#8211; dziwne spojrzenia na plecaki i nasze nieogolone twarze, pieczątka do paszportu, sprawdzanie plecaków przez celnika, wymiana pieniędzy i jesteśmy w Bułgarii! Po 1,5h czekania, czwarty przejeżdżający samochód zabrał nas do miejscowości Kyustendil. Miasto jest uzdrowiskiem z wodami termalnymi, które o tej porze roku pełne jest emerytów spacerujących po prawie pustych deptakach. Pierwsze nasze kroki skierowaliśmy do knajpki, aby napić się miejscowego piwa. Piwo Pirin smakuje wyśmienicie, szczególnie w tak upalny dzień. Po godzinie 17 poszliśmy na dworzec. Okazało się, że jest jeden wieczorny pociąg do Sofii, a następny jedzie dopiero rano. Zdecydowaliśmy się jechać rano, gdyż inaczej znaleźlibyśmy się w centrum dużego miasta około północy, bez szans na tani nocleg. Stwierdziliśmy że przeczekamy na dworcu &#8211; skoro pociąg był o 4.30 to bez sensu byłoby szukać noclegu w mieście. Poza tym liczyliśmy, że się wkradniemy do pociągu na bocznicy i spokojnie pośpimy w przedziale. Staliśmy się atrakcją nieco sennego dworca. Po godzinie znaliśmy już głównego dróżnika, który w naszym imieniu miał załatwić z zawiadowca stacji, żeby nas wpuścił do wagonu na bocznicy (tego, który miał jechać do Sofii), ale szef był nieubłagany. Nawet perspektywa drobnej &#8220;wzjatki&#8221; nie skutkowała. Nockę przeczekaliśmy w przydworcowej knajpie, w której popijaliśmy kawę, prawie kupiliśmy od dróżnika starego moskwicza i namiętnie oglądaliśmy bułgarskie MTV (jedyna stacja). Przy bułgarskich gwiazdach disco nawet Doda i Mandaryna mogą się schować. Oglądałem teledyski z ciekawością socjologa i nie raz pytałem się sam siebie na głos jak ludzie mogą oglądać sylikonowe piersi większe niż głowy, sylikonowe usta na pół twarzy, kto wie co jeszcze z sylikonu wydające odgłosy przypominające w połowie zawodzenie muezinów, a w drugiej połowie duszenie kota. Kto chce się przekonać niech wpisze na youtube &#8220;bulgarian music&#8221; Ale dość o tym.</p>
<p style="text-align: justify;">W pociągu zdrzemnęliśmy się nieco po prawie czterech godzinach wleczenia się dojechaliśmy do Sofii. Naszym planem było znalezienie hostelu do czasu przyjazdu reszty ekipy. W stolicy Bułgarii znalezienie noclegu nie jest problemem &#8211; hostelów jest mnóstwo, a w pobliżu dworca jest pełno naganiaczy. Wszystkie ceny oscylują wokół 10 euro. Weszliśmy do pierwszej lepszej kamienicy do hostelu, którego gospodyni mówiła nieco po polsku i chciała 9 euro za noc. Po przepakowaniu się, ogoleniu, wymyciu, wypraniu i chwili odpoczynku poszedłem na dworzec odebrać resztę ekipy. I tu mała niespodzianka bo spodziewaliśmy się 3 osób, a przyjechało czworo. I tak nasza ekipa powiększyła się o Kasię, Monikę , Tomka i Marka. Popołudnie i wieczór minął nam na zajadaniu smakołyków, opowieściach, buszowaniu w necie, popijaniu rakiji i planowaniu zwiedzania Bułgarii. Jako, ze każdy miał wiele do powiedzenia, a nie widzieliśmy się bardzo długo, wieczór trwał prawie do rana.</p>
<p style="text-align: justify;">Następnego dnia wyruszyliśmy zwiedzać Sofię. Przeszliśmy najbardziej standardową trasę polecana przez przewodnik wydawnictwa Pascal. Stolica Bułgarii nie jest najpiękniejszym miastem, więc nie zdecydowaliśmy się zostać na dłużej. Najbardziej podobała się nam cerkiew rosyjska św. Mikołaja, Żensky Pazar oraz sztandarowy zabytek Sofii &#8211; Sobór Aleksandra Newskiego i plac wokół niego, gdzie widzieliśmy próby do parady wojskowej z okazji przyjazdu grupy oficjeli z Chin. Tego samego dnia wsiedliśmy do autobusu i po czterech godzinach byliśmy u podnóża gór Pirin &#8211; w miasteczku Melnik. Melnik przede wszystkim znany jest z produkcji wina i starych winiarni. Urocze domki wzdłuż głównej ulicy wyglądały bajkowo. Na prawdę warto pochodzić po miasteczku. Dla amatorów wina obowiązkowe są wizyty w winiarniach, które znajdują się prawie przy każdym domu. Zrobiliśmy ostatnie zapasy, zjedliśmy kolację w knajpce i ruszyliśmy na poszukiwanie miejsca do spania. Liczyliśmy, że przy drodze znajdziemy jakieś dogodne miejsce na rozbicie namiotów. Znaleźliśmy płaski teren, najprawdopodobniej po starym polu namiotowym (świadczyły o tym stare wiaty i kilka baraków), który teraz wykorzystywany był jako pastwisko i generalnie zwierzyniec. Rozbiliśmy namioty w pobliżu starej wiaty, do której uwiązana była wielka maciora &#8211; na tę noc była to nasza maciora obronna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-sofia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bułgaria &#8211; Pirin</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-pirin/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-pirin/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Sep 2006 11:59:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2265</guid>
		<description><![CDATA[Następnego dnia okazało się, że nocowało z nami jeszcze sporo małych prosiaków, szczeniaków i kilka koni. Rozstaliśmy się w przyjaźni udając się do następnej wioski, skąd wyruszał szlak. Po drodze oglądaliśmy niesamowite &#8220;piramidy melnickie&#8221; &#8211; zbudowane z czerwonego piaskowca formy skalne, które niczym drapacze chmur, zupełnie niespodziewanie wyrastały z lasu po obu stronach drogi. Warto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Następnego dnia okazało się, że nocowało z nami jeszcze sporo małych prosiaków, szczeniaków i kilka koni. Rozstaliśmy się w przyjaźni udając się do następnej wioski, skąd wyruszał szlak. Po drodze oglądaliśmy niesamowite &#8220;piramidy melnickie&#8221; &#8211; zbudowane z czerwonego piaskowca formy skalne, które niczym drapacze chmur, zupełnie niespodziewanie wyrastały z lasu po obu stronach drogi. Warto się zatrzymać i popodziwiać te cuda natury, gdyż trudno spotkać w tej części świata inne tak osobliwe formy z piaskowca, któremu erozja nadała tak fantastyczne kształty. Ruszyliśmy zielonym szlakiem, który zaczyna się zaraz przy asfaltowej drodze. Plecaki z jedzeniem na kilka dni ciążyły, a żar lejący się z nieba sprawiał, że pochłanialiśmy litry wody. Na szczęście na szlaku jest kilka źródeł. Podchodzenie w takiej pogodzie to mordęga, więc robiliśmy mnóstwo przerw. Po 18 zaczęliśmy rozglądać się za miejscem do spania i znaleźliśmy płaski teren w pobliżu pustelni. Obok nas rozbiło się jeszcze dwoje Bułgarów, którzy schodzili do Melnika. Po zachodzie słońca, kiedy temperatura zrobiła się znośna, nasi sąsiedzi zaprosili nas do wspólnego ogniska, do którego dosiadł się także pustelnik. Wszyscy byli zmęczeni, więc po zjedzeniu melona(!), który przyniósł nam pustelnik i po szklance rakiji, którą się odwdzięczyliśmy poszliśmy spać. Sen był twardy, gdyż jak się później okazało przeszliśmy ponad 1000m w pionie w niesamowitym upale.</p>
<p style="text-align: justify;">Ranek nie zapowiadał chłodniejszego dnia. Ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem, który doprowadził nas do schroniska Pirin (ostanie kilkanaście minut szlak czerwony). Po krótkiej przerwie ruszyliśmy w górę doliny, która wg mapy nazywa się Żelezniszka w stronę jeziora Tewno. Kolejny dzień marszu w upale. Mimo, że wysokość już przekroczyła 2000mnpm temperatura nadal była wysoka. Cały czas szlak prowadzi dnem doliny, która otoczona była szczytami o wysokości od 2600 do 2800mnpm. Po dojściu na koniec doliny i wdrapaniu się po dość sporych skałach na przełęcz na wysokości ponad 2600mnpm naszym oczom ukazał się cudowny widok. Rozległa kotlina z kilkunastoma jeziorami otoczonymi wysokimi i skalistymi górami. Rewelacyjny pejzaż namalowany przez lodowiec górski kilkanaście tysięcy lat temu. Siedzieliśmy tam i patrzyliśmy na zachód słońca&#8230; Korzystając z ostatnich chwil blasku zeszliśmy do schronu przy jeziorze Tewno. Wokoło małego budynku schronu rozbitych było kilkanaście namiotów. Szybko też postawiliśmy nasze i ugotowaliśmy obiad. To był nasz pierwszy tak wysoki biwak. Dziwnie się spało ze świadomością, że jezioro jest kilkanaście metrów wyżej niż Rysy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Dopiero rano poznaliśmy inna stronę spania na takich wysokościach we wrześniu. Mimo, iż w dzień był upał z nocy temperatura spadła poniżej zera. Ci którzy nie ubrali się odpowiednio mieli zimną noc. Rano namioty pokryte były szronem. Jednak pierwsze promienie słońca stopiły szron i zaraz wysuszyły namioty. Po zwinięciu biwaku ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku pn-zach w stronę szczytu Wichren &#8211; najwyższego punktu tego pasma. Było nadal bardzo słonecznie, jednak szlak w całości prowadził powyżej 2500mnpm, więc temperatura była przyjemna. Cały dzień szliśmy wśród wspaniałych widoków, nagich ostrych szczytów, jezior polodowcowych, hal na których pasły się konie&#8230; Mijaliśmy także wielu innych turystów. Pod koniec dnia doszliśmy do innej grupy jezior, których nazw nie pamiętam (na samym początku doliny, gdzie znajduje się schronisko Wichren). Zejście z przełęczy biegło po wielkich głazach, co nie wszystkim przypadło do gustu. Cały szlak tego dnia był przyjemną i bezpieczną ścieżką, która pozwalała cieszyć oczy wspaniałymi widokami. Z miejsca naszego biwaku można było oglądać nasz jutrzejszy cel &#8211; Wichren &#8211; w pełnej krasie. Szybko wykapaliśmy się w jednym z jezior, zjedliśmy obiad i nauczeni doświadczeniem z dnia poprzedniego jeszcze przed zachodem słońca byliśmy w śpiworach, gdyż gdy tylko słońce schowało się za szczytami gór temperatura bardzo gwałtowanie spadała i po kilkunastu minutach pojawiał się szron na tropikach namiotów. Tak było już do końca naszej wyprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Ze względu na to, ze poprzedniego dnia poszliśmy spać dość wcześnie (przed 20) wszyscy wstaliśmy zaraz po świcie, kiedy bezpośrednie promiennie słońca nie dotarły do naszej doliny. Stojąc we wszystkim co mięliśmy do ubrania i czekając na pierwsze promienie słońca podziwialiśmy Wichren w czerwonej barwie wschodu. Widok był cudowny. Gdy tylko słonce zawitało do naszej doliny, temperatura znacznie wzrosła &#8211; zwinęliśmy biwak i ruszyliśmy do schroniska Wichren. Tam od rana duży ruch, ponieważ weekend i kilka dni słonecznej pogody sprawiło, że tłumy ludzi postanowiło wejść na górę. Zostawiliśmy nasze plecaki w schronisku i wyposażeni tylko w wodę i kurtki ruszyliśmy na górę. Po drodze oglądaliśmy obrazki znane z polskich najbardziej popularnych szlaków. Istna rewia mody, szczególnie w przypadku obuwia. Wszelkiego rodzaju tenisówki, buty na koturnach, klapki i inne plażowe nakrycia stóp skutecznie spowalniały swoich właścicieli. Jednak naszą &#8220;nagrodę publiczności&#8221; zdobyła pani, która w przepięknej białej sukni, gustownych lakierkach, białych rękawiczkach i z parasolka słoneczną schodziła ze szczytu. Nie wiemy czy weszła na górę, ale naszym skromnym zdaniem byłby to prawdziwy wyczyn. Podejście nie było trudne techniczne, ale uciążliwe, gdyż trzeba pokonać ponad 1000m przewyższenia. Na szczycie tłumy, ale wszystko rekompensuje widok. Robimy pamiątkowe zdjęcia, napawamy się chwilkę widokiem i schodzimy szlakiem od strony wschodniej, który jest znacznie trudniejszy (dlatego jest mniej ludzi), ale nadal bezpieczny. Ok. godziny 16 znów jesteśmy w schronisku. Postanowiliśmy przedostać się do Banska &#8211; bułgarskiego zakopanego. Mogliśmy iść kilka godzin mało ciekawa drogą lub wsiąść do busa i po ok. pół godzinie być na miejscu. Bansko jest typowym kurortem zimowym, w którym przebywa mnóstwo Brytyjczyków (są nawet reklamy po angielsku) lub bogatych Bułgarów. Postanowiliśmy przespać się w jakimś tanim pensjonacie. Wyruszyłem z Kasią na łowy &#8211; ceny raczej ok. 20 leva za nocleg. Znaleźliśmy hotelik w przepięknym starym budownictwie i po kilku minutach targów za pokój 3 osobowy dla naszej szóstki zapłaciliśmy 7 leva od łebka. Stwierdziliśmy, że mamy ochotę na całą stertę sałatki szopskiej. Kupiliśmy mnóstwo warzyw oraz sera feta i jedliśmy do oporu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-pirin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bułgaria &#8211; Riła</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-rila/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-rila/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Sep 2006 12:11:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2270</guid>
		<description><![CDATA[Na śniadanie i na drugie śniadanie tez była sałatka szopska. Objedliśmy się tak, że już do końca wyjazdu nikt nie chciał sałatki szopskiej. Pobyt w cywilizowanych warunkach wykorzystaliśmy na pranie, suszenie namiotów oraz na opracowani trasy dotarcia w góry Riła. Około południa przeszliśmy przez Bansko (wiele ciekawych sklepów &#8211; w tym turystycznych &#8211; Kamil i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Na śniadanie i na drugie śniadanie tez była sałatka szopska. Objedliśmy się tak, że już do końca wyjazdu nikt nie chciał sałatki szopskiej. Pobyt w cywilizowanych warunkach wykorzystaliśmy na pranie, suszenie namiotów oraz na opracowani trasy dotarcia w góry Riła. Około południa przeszliśmy przez Bansko (wiele ciekawych sklepów &#8211; w tym turystycznych &#8211; Kamil i Marek kupili sobie windstopery North Face&#8217;a za 120zł/szt. Podróbki czy nie &#8211; sprawują się bardzo dobrze) na dworzec kolejowy i autobusowy. Do Jundoli chcieliśmy dostać się autobusem, ale połączenia nie pasowały, więc pojechaliśmy wąskotorówką. Prawie 4 godziny jazdy maleńkimi wagonikami na twardych drewnianych siedzeniach byłoby katorgą gdyby nie widoki za oknem. Przejeżdżaliśmy przez część Bułgarii zamieszkana przez Muzułmanów, więc nad wioskami wciśniętymi w doliny górowały minarety. Pociąg ciągle skręcał, jechał przez most albo tunel. Nareszcie dotarliśmy do stacji Swieta Petka (najwyżej położonej stacji kolejowej w Bułgarii), która była budką w lesie. Nasze plecaki znów pełne zaopatrzenia, ciążyły bardzo kiedy przedostawaliśmy się do Jundoli (ok. 1,5h pieszo). Miejscowi jako miejsce na namiot polecili nam wielki trawiasty teren w obniżeniu zaraz koło centrum wsi. Jak nam polecono tak zrobiliśmy. Po zmroku, cichcem rozbiliśmy się pod lasem.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy rankiem jako pierwszy wyjrzałem na zewnątrz, ledwo zobaczyłem czubek swojego nosa. Miejsce w obniżeniu nie było najlepszym rozwiązaniem &#8211; gęsta mgła spowiła tylko okolice naszych namiotów. Z Kamilem natychmiast skoczyliśmy do kawiarni po rakije na rozgrzewkę i na kawę. Nie było daleko &#8211; w kocu spaliśmy prawie w centrum. Zwinęliśmy namioty i przeszliśmy w pobliże kawiarnio &#8211; sklepu na śniadanie. Pałaszując pyszne cieplutkie ciasteczka postanowiliśmy, że dalej pojedziemy stopem w okolice jeziora zaporowego i bazy bułgarskich narciarzy biegowych na wysokości ponad 2000mnpm. Według mapy prowadziła tam asfaltowa droga. Alternatywa dla stopa była całodzienna trasa tym asfaltem w górę. Jednak nasza ekipa miała szczęście i już po kilku minutach udało się złapać leśników, którzy UAZ-em, jechali właśnie tam gdzie my. Zapakowaliśmy się wszyscy. Jazda była bardzo wygodna i przyjemna gdyby nie fakt, że z plecaka jednego z leśników wystawała dubeltówka, która kołyszac się celowała raz w moją, raz w Tomka głowę. Leśnicy wysadzili nas w miejscu, w którym powinien znajdować się szlak. I tak zaczęliśmy naszą wędrówkę po kolejnym paśmie górskim. Różniło się ono znacznie od Pirinu. Przede wszystkim, we wschodniej części, gdzie się znajdowaliśmy nie było w ogóle ludzi. Góry przypominały olbrzymie Bieszczady, w których połoniny ciągną się dalej niż sięga wzrok. Chodzenie po tych górach było bardzo przyjemne &#8211; brak skał, sama trawa, przyjemne i obłe szczyty, a przede wszystkim niesamowite przestrzenie. Wielkie trawiaste pastwiska na których rządziły widziane przez nas z daleka stada koni. Cały dzień szliśmy i szliśmy po wielkiej trawiastej połoninie. Biwak rozbiliśmy na godzinę przed zachodem Słońca. W sam raz aby w momencie, kiedy słońce schowa się za horyzontem spokojnie sobie leżeć w ciepłym śpiworze. Tego dnia wpadliśmy na pomysł, aby z kijków trekingowych zrobić maszt i powiesić naszą flagę nad obozem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ranek znów spędziliśmy przed namiotami trzęsąc się z zimna i czekając aż słońce wyjrzy znad gór. Śmialiśmy się, że jeszcze kilka takich poranków i ponownie ożyje kult Słońca od którego zależy tak wiele. Tym razem znów po kilku chwilach od pojawiania się słońca temperatura bardzo gwałtownie skoczyła w górę. Kolejny dzień ciągłej wędrówki poprzez olbrzymie połoniny urozmaicony pięknymi widokami, miedzy innymi na pasmo gór Pirin. Atrakcją dnia była wizyta w obrzydliwym schronisku, w którym tradycyjnie kupiliśmy sobie piwo Pirin. Po południu doszliśmy na bardzo płaski szczyt niedaleko rozwidlenia szlaków w kierunku najwyższego szczytu Riły, Bułgarii i całych Bałkanów &#8211; Musały 2925mnpm i w kierunku Riłskiego Monastyru. Chcieliśmy iść na szczyt, później wrócić i iść dalej w kierunku słynnego monastyru, ale nie byliśmy pewni co do czasów dotarcia na szczyt, więc zdecydowaliśmy się na nocleg na samym szczycie góry &#8211; prognozy nie mówiły o deszczach ani burzy tego dnia, więc spaliśmy spokojnie. Tego wieczora zdecydowaliśmy się także na rozdzielenie się. Kasia i Marek powoli musieli wracać do Polski, a Monika, Tomek i Kamil mieli jeszcze czas, więc szli dalej. Ostatni wieczór minął na przepakowywaniu wspólnego jedzenia i sprzętu, ostatecznym rozliczaniu się wspominaniu. Postanowiliśmy, że Ci którzy będą na siłach wstaną w nocy, aby wejść na szczyt przed wschodem słońca. Na oko droga wyglądała na 1,5h, ale nie chcieliśmy ryzykować, więc budziki nastawiliśmy na 3.40 i po wyjątkowo zimnej i krótkiej nocy Monika, Tomek, Kamil i ja poszliśmy na szczyt pozostawiając słodko śpiących Kasie i Marka w ciepłych namiotach. Noc była bardzo jasna, gdyż księżyc był prawie w pełni, a dodatkowo niebo rozświetlało kolorowe halo (zjawisko świecenia kryształków lodu w powietrzu i postaci okręgu wokół słońca lub księżyca) wokół księżyca. Na szczyt dotarliśmy około 5 &#8211; na 50 min przed wschodem słońca. Z pewnością zamarzlibyśmy na szczycie gdyby nie to, że ujadanie psów obudziło śpiących naukowców w stacji meteorologicznej. Zostaliśmy poczęstowani gorąca herbatą (a raczej czymś co w Bułgarii przypomina herbatę, ponieważ pije się tam słodka wodę zabarwioną na herbaciano). Na sam koniec mojej podróży dane mi było oglądać wschód słońca na najwyższej górze całych Bałkanów! Był to fantastyczny spektakl barw, które na wszelkie odcienie najpierw czerwonego, później pomarańczowego rozświetlały otaczające szczyt chmury. Po tym niesamowitym widowisku wróciliśmy naszą górę przepędzając ze szlaku całe stada kozic, które były wyraźnie zdziwione pojawieniem się kogokolwiek o tak wczesnej porze. Po dojściu na nasz szczyt, zwinęliśmy biwak i po długich pożegnaniach ruszyliśmy w dwie strony &#8211; jedni do Riłskiego Monastyru a ja z Kasią i Markiem do Borovca i dalej jakimś sposobem do domu&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Znów przez Musałę poszliśmy w stronę kolejki górskiej, która zwiozła nas do samego Borovca. Tam podzieliliśmy się na autostopowe grupy, podzieliliśmy mapami i ruszyliśmy stopem do domu. Marek przez Rumunię, Węgry, Słowację i Czechy wrócił do Poznania po nie całych dwóch dniach. Jego podróż do domu to osobna opowieść. Ja z Kasią przez Sofję, Serbię, Węgry i Słowację dotarliśmy do domu po 2,5 dnia. Bułgarie i Serbię przejechaliśmy stopem natomiast Węgry i Słowacje pociągiem. Monika, Tomek i Kamil doszli do Riłskiego monastyru po czym przez Rumunię dojechali pociągiem na Ukrainę, gdzie w Stryju zatrzymali się na kilka dni i po pięciu dniach po nas wrócili do Poznania.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak skończyła się moja i Kamila ponad półtoramiesięczna podróż po Bałkanach. Były to najwspanialsze chwile jakie przeżyłem w podróży. Poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi, wiedzieliśmy przepiękne góry i miasta, mieliśmy dziesiątki niezwykłych przygód, o których nie wspomniałem w relacji ponieważ wtedy powstałaby sporej grubości książka&#8230; Moment kiedy zdecydowaliśmy, że wracamy był najgorszy na całej wyprawie. Zdając sobie sprawę, że powrócę do miasta, gdzie znów każdy dzień będzie podobny do poprzedniego i nie będzie już towarzyszącej nam od miesiąca niepewności, gdzie spędzimy noc oraz gdzie poprowadzi nas los za kila dni, poczułem nagły smutek. Jednak po kilku chwilach zdałem sobie sprawę, że to tak na prawdę dopiero początek następnego etapu przygody, jaką jest całe życie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/bulgaria-rila/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Macedonia</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/macedonia/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/macedonia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Aug 2006 12:13:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Macedonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2274</guid>
		<description><![CDATA[Pokaż MDtravel na większej mapie





2006.08 Macedonia


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><iframe width="550" height="450" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=41.607228,21.719971&amp;spn=1.848276,3.015747&amp;t=p&amp;z=8&amp;output=embed"></iframe><br /><small>Pokaż <a href="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=41.607228,21.719971&amp;spn=1.848276,3.015747&amp;t=p&amp;z=8&amp;source=embed" style="color:#0000FF;text-align:left">MDtravel</a> na większej mapie</small></p>
<table style="width:194px;">
<tr>
<td align="center" style="height:194px;background:url(http://picasaweb.google.com/s/c/transparent_album_background.gif) no-repeat left"><a href="http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/200608Macedonia?feat=embedwebsite"><img src="http://lh3.ggpht.com/_dyV5RZyS4vY/SmjM4-AAAxE/AAAAAAAAEBo/0sfPWop4MAo/s160-c/200608Macedonia.jpg" width="160" height="160" style="margin:1px 0 0 4px;"></a></td>
</tr>
<tr>
<td style="text-align:center;font-family:arial,sans-serif;font-size:11px"><a href="http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/200608Macedonia?feat=embedwebsite" style="color:#4D4D4D;font-weight:bold;text-decoration:none;">2006.08 Macedonia</a></td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/macedonia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Macedonia &#8211; przepiękne i nieznane</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/macedonia-przepiekne-i-nieznane/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/macedonia-przepiekne-i-nieznane/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Aug 2006 12:00:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Macedonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2258</guid>
		<description><![CDATA[Ten maleńki kraj położony w południowej części Półwyspu Bałkańskiego nie jest znany polskim turystom z kilku powodów. Przede wszystkim rzesze spragnionych słońca turystów omijają Macedonię, ponieważ nie ma dostępu do morza. Prawie wszyscy jeżdżą do jej sąsiadek, Bułgarii lub Grecji, posiadających szerokie, piaszczyste, nadmorskie plaże oraz dobrze rozwinięte, nowoczesne kurorty. Oprócz tego Macedonia jeszcze do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ten maleńki kraj położony w południowej części Półwyspu Bałkańskiego nie jest znany polskim turystom z kilku powodów. Przede wszystkim rzesze spragnionych słońca turystów omijają Macedonię, ponieważ nie ma dostępu do morza. Prawie wszyscy jeżdżą do jej sąsiadek, Bułgarii lub Grecji, posiadających szerokie, piaszczyste, nadmorskie plaże oraz dobrze rozwinięte, nowoczesne kurorty. Oprócz tego Macedonia jeszcze do niedawna była omijana ze względu na wysokie ceny wiz i niepokoje społeczne w północno zachodniej części kraju. Jednak od 2006 roku obywatele Polscy nie potrzebują nic oprócz paszportu, aby wjechać do tego spokojnego już kraju, we wnętrzu którego skrywają się przepiękne zabytki oraz ostała się niesamowita dzika przyroda. Warto poświęcić kilka dni na odwiedzenie choćby części kraju, który niegdyś był perełką w turystycznej koronie Jugosławii.</p>
<p style="text-align: justify;">Najlepiej znanym i zarazem najbardziej godnym odwiedzenia macedońskim miastem jest Ochryda leżąca nad olbrzymim Jeziorem Ochrydzkim. Położona jest w południowo zachodniej części Macedonii, niedaleko granicy albańskiej i greckiej. Dzisiejsza ranga miasta nie dorównuje jego dawnej świetności. W czasach kiedy w Polsce jeszcze czczono światowida i nikt nie myślał o chrześcijaństwie w Ochrydzie istniało arcybiskupstwo i szkoły założone przez pierwszych uczniów Cyryla i Metodego, Klimenta i Neuma. Właśnie oni utworzyli z miasta centrum słowiańskiej kultury chrześcijańskiej, a także miejsce rozwoju cyrylicy, za której twórcę uznawany jest Kliment nazwany później Ochrydzkim. We wczesnym średniowieczu Ochryda była nawet stolicą państwa, kiedy po spaleniu przez Turków Wielkiego Tyrnowa, bułgarski król obrał sobie to miasto na siedzibę. Do dziś owy moment w historii stanowi kość niezgody pomiędzy Bułgarami a Macedończykami co do faktycznej istoty państwa. Bułgarzy twierdzą, że była to Bułgaria, natomiast Macedończycy uznawali to królestwo za swoje państwo. Do XVIII wieku istniało tam arcybiskupstwo, które w swych najlepszych czasach obejmowało większą część Półwyspu Bałkańskiego aż po rzekę Dunaj, a nawet Maltę i Sycylię. Liczne najazdy Turków i inne przyczyny sprawiły, że miasto podupadło, ale jeszcze w XIX w. stanowiło ostoje chrześcijaństwa w muzułmańskim Imperium Tureckim. Jednak największy rozkwit miasta przypadał na średniowiecze i właśnie z tego okresu zachowało się najwięcej bezcennych zabytków &#8211; malowniczych świątyń i monasterów. Cała starówka Ochrydy została wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Jeżeli ktoś lubi zwiedzać stare świątynie, znajdzie je pomiędzy wąskimi uliczkami starówki lub na stromych brzegach jeziora. W kilkunastu świątyniach można godzinami podziwiać architekturę romańską, a także zabytki sakralne cerkwi. Wielbiciele sztuki starożytnej znajdą także ruiny antycznego teatru z oryginalnymi mozaikami. W najwyższym punkcie miasta znajduje się forteca (pałac Samuela), z murów której rozpościera się niezwykle malowniczy widok na góry, jezioro i całe miasto. Jeśli ktoś nadal będzie czuł niedosyt zwiedzania, chroniąc się przed śródziemnomorskim słońcem, możne udać się do chłodnych wnętrz muzeum ikon ochrydzkich lub obejrzeć wystawę literatury słowiańskiej.</p>
<p style="text-align: justify;">Na zmęczonych zwiedzaniem czekają dziesiątki kawiarni, gdzie będą mogli w spokoju napić się czegoś chłodnego i popatrzyć w na błękitna taflę jeziora i otaczające je łagodne góry, których szczyty przekraczają wysokość 2000 m. npm. Infrastruktura turystyczna w mieście jest dość dobrze rozwinięta i bez problemów zjemy obiad w restauracji, zrobimy każde zakupy, a wieczorem będziemy mogli przejść się na deptaku podziwiając występy aktorów i kupić kilka pamiątek lub prezentów dla znajomych. Dla Macedończyków Ochryda jest miastem, które koniecznie trzeba choć raz odwiedzić. Są z niej bardzo dumni i zawsze podczas rozmowy chwalą jej liczne zalety.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla spragnionych wypoczynku na łonie natury, wzdłuż jeziora jest kilka campingów, gdzie można wynająć przyczepę, domek, bądź rozbić swój namiot. Dla bardziej wybrednych jest cała gama mieszkań prywatnych, od bardziej na uboczu, do ekskluzywnych z widokiem na jezioro i egzotycznymi owocami na tarasie. Co kilkaset metrów znajdują się czyste i zagospodarowane plaże, które są pod opieką campingów i hoteli, ale także są dzikie plaże, które jednak czasem mogą być trochę zaśmiecone. Woda w jeziorze zachęca do kąpieli. Mimo znaczącego ruchu turystycznego jezioro jest na tyle duże (trzy razy większe niż Śniardwy!), że samo się oczyszcza i woda jest krystalicznie czysta. Oprócz tego jest ciekawostką geograficzną, gdyż po Bajkale w Azji i Tanganice w Afryce jest najstarszym jeziorem na świecie, a jego głębokość (280 m) sprawia, że zasilane jest z ciepłych wód geotermalnych, które powodują, że niezależnie od pogody woda jest zawsze ciepła. Nie ma nic przyjemniejszego niż wykapać się po zachodzie słońca, kiedy temperatura wody znacznie przewyższa temperaturę powietrza.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla tych, którzy nie lubią leniuchować nad wodą, Macedonia ma do zaoferowania wspaniałe i dzikie góry. Pomiędzy jeziorem Ochrydzkim i Prespańskim (odległym o kilkanaście kilometrów, także olbrzymim) znajduje się pasmo górskie Galicica i park narodowy o tej samej nazwie. Znajduje się tam punkt widokowy, który jest chlubą wszystkich okolicznych mieszkańców. Podczas rozmowy, dumni ze swojej okolicy miejscowi na pewno zaznaczą, że w górach Galicica jest miejsce, z którego widać obydwa wielkie jeziora, a także tereny Albanii i Grecji. Niestety ze względu na bliskość granic, oprócz asfaltowej drogi na drugą stronę gór nie ma dobrze wytyczonych szlaków, ani żadnej dokładniejszej mapy tych terenów. Jednak do punktu widokowego można dojechać wspomnianą drogą. Znajduje się on powyżej granicy lasu, więc korzystając z wydeptanych ścieżek można się udać na pobliskie wzniesienia. Najwyższy szczyt w paśmie znajduje się w strefie nadgranicznej i aby tam chodzić trzeba uzyskać pozwolenie lub wziąć udział w zorganizowanej wycieczce (organizują je różne biura z Ochrydy). Park narodowy jest niewielki, więc idealnie nadaje się na jednodniową wycieczkę.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdyby przejechać drogą dalej niż na punkt widokowy, przejedziemy park narodowy Galicica i dojedziemy do brzegów jeziora Prespańskiego. Jego okolice są mniej zagospodarowane turystycznie, przez co dociera tam mniej ludzi, więc jeżeli szukamy ciszy i spokoju, możemy je znaleźć właśnie tam. Nie znajdziemy tam zabytków ani starych świątyń, jednak okolica, na którą składają się maleńkie wioski pośród sadów jabłkowych dla niektórych jest piękniejsza niż gwarne okolice Ochrydy. Widoki także zachwycają, gdyż oprócz panoram na zachodnią stronę Galicicy możemy popatrzyć na kolejne pasmo górskie o zabawnej nazwie Baba i jego największy szczyt Pelister.</p>
<p style="text-align: justify;">Dla turystów, którzy lubią góry masyw Baba wydaje się idealny ze względu na dość bogatą sieć szlaków i wybudowane tam kilka schronisk turystycznych. Mimo, że najwyższy szczyt jest wyższy od naszych Rysów &#8211; wznosi się na wysokość 2601m n.p.m., masyw jest niewielki i bardzo łagodny. Bez wątpienia każdy amator górskich wędrówek zdobędzie Pelister bez większych problemów. 3 dni starczą, aby dojść do każdego górskiego jeziorka, napić się herbaty w każdym schronisku a także pooglądać rewelacyjne krajobrazy otoczonego górami jeziora Prespańskiego. W górach Baba znajduje się również inna przyrodnicza atrakcja Macedonii. Las sosnowy Molika, który występuje nawet na wysokości 2200m n.p.m. Tak wysoko występujące drzewa to osobliwość nawet w klimacie śródziemnomorskim. Po górskich spacerach w lasach a także halach gór Baba możemy zejść do drugiego co do wielkości miasta w Macedonii &#8211; Bitoli.</p>
<p style="text-align: justify;">Bitola nie prezentuje szczególnych walorów turystycznych, ale jest węzłem komunikacyjnym, z którego możemy udać się pociągiem do Skopie lub autobusami do każdego innego macedońskiego miasta, a nawet Istambułu.</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo iż opisany wyżej region jest najbardziej popularnym miejscem wakacyjnego wypoczynku dla samych Macedończyków, a także turystów z innych krajów (choć nie jest ich wielu), nie jest on skomercjalizowany w negatywnym tego słowa znaczeniu. Kiedy przechodziliśmy przez wioskę Arivati u podnóża gór Baba wszyscy mieszkańcy widząc nasze duże plecaki uśmiechali się przyjaźnie, pozdrawiali nas, a także zapraszali na nocleg do domów, bądź częstowali kawą lub herbatą. Nie robili tego z chęci zysku lecz zwykłej ludzkiej serdeczności. Prawdą jest stwierdzenie, że w Macedonii czas płynie wolniej. Widuje się duże grupki ludzi grających w karty lub domino na stoliku przed domem, każdy ma chwilę, żeby porozmawiać, a kierowca, który wiezie autostopem nie raz nadrobi kilkanaście kilometrów, aby nas zawieźć do celu. Stosunek Macedończyków do czasu może symbolizować zegar na stacji kolejowej Bogomiła, któremu ze starości odleciały wskazówki. Wydaje się, że nie trzeba mierzyć czasu, bo zawsze go wystarczy. Warto to wykorzystać i pojechać tam właśnie po to, aby odkryć, że nie w każdym miejscu ludzie są zabiegani i nigdy nie mają na nic czasu. Za kilka lat, kiedy turyści z większości krajów europejskich odkryją piękno tego kraju, czar pryśnie, gdyż masowa turystyka przeważnie zabija życzliwość ludzką i zamienia ją w biznes.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym powodem, dla którego warto odwiedzić Macedonię jest historyczna życzliwość Macedończyków do Polaków. Niewielu wie, ale ze względu na nasze liczne wojny z Turcją, która przez ponad 500 lat okupowała terytorium Macedonii, w świadomości Macedończyków (ale nie tylko, bo także Albańczyków), jawimy się jako naturalni sprzymierzeńcy, więc darzeni jesteśmy dużą sympatią i gdy tylko powiemy skąd jesteśmy od razu zobaczymy szeroki uśmiech na twarzy naszego rozmówcy. Niestety Polacy kojarzą Macedonię tylko przez postać Aleksandra III Macedońskiego o którym każdy uczył się w szkole. Jednak ta postać nie jest uznawana przez Macedończyków za ich bohatera, ponieważ po tamtych czasach (IV w. p.n.e.) pozostała jedynie historyczna nazwa,. Dzisiejsi mieszkańcy tych terenów są Słowianami, którzy nie maja nic wspólnego z ludem Aleksandra. Ta historyczna nazwa jest także problemem dla ustalenia oficjalnej nazwy kraju. Na forum ONZ Grecja sprzeciwia się nazwie Republika Macedonii, jako nawiązującej właśnie do czasów starożytnych i wspólnie wypracowano zmianę na Była Jugosłowiańska Republika Macedonii (używany jest angielski akronim FYROM) i pod taką nazwą Macedonia funkcjonuje w oficjalnych dokumentach międzynarodowych.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozostawiając problemy z nazewnictwem, jeżeli ktoś chce zostać w Macedonii na dłużej może odwiedzić Skopie &#8211; stolicę Macedonii. Miasto przedzielone przez rzekę Wardar, która oddziela prawosławne dzielnice od muzułmańskich (zamieszkanych głównie przez Albańczyków), nie prezentuje się okazale, gdyż potężne trzęsienie ziemi w 1969 roku praktycznie zrównało je z ziemią. Przetrwała tylko parterowa zabudowa bazaru po muzułmańskiej stronie miasta. Resztę stanowi nowoczesna zabudowa z szerokimi ulicami, wielkimi placami i dużą ilością zieleni. Największą atrakcją jest właśnie stary muzułmański bazar, na którym możemy kupić wszystko &#8211; od bananów, przez elektronikę do starych zardzewiałych pił i drewnianych prawideł do butów. Atrakcjami tego małego bałkańskiego kraju są również inne pasma górskie. Rejon najwyższego szczytu Macedonii i Albanii &#8211; góry Korab, położonej w zachodniej części kraju lub pasmo Jakupica, do którego można dojechać bezpośrednio pociągiem wysiadając na stacji Bogomiła. Są to tereny jeszcze mniej odwiedzane przez turystów, a przez to bardzo cenne przyrodniczo.</p>
<p style="text-align: justify;">Ważną kwestią podczas wakacyjnej podróży jest bezpieczeństwo. Mimo niepokojów społecznych, które miały miejsce kilka lat temu, a wywołane były wojną w Kosowie, Macedonia jest krajem bardzo bezpiecznym i wolnym od min. Zachowując podstawowe środki bezpieczeństwa nie staniemy się ofiarą kradzieży, bądź innych nieprzyjemnych niespodzianek. Jedyne na co warto zwrócić uwagę w górach to psy pasterskie, które ujadając będą starały się bronić swoich stad. Jednak kijek trekkingowy, bądź gałąź lub rzut kamieniem pokaże im kto tu rządzi i sprawi, że psy nie wyrządzą nam żadnej krzywdy i pozwolą pójść dalej w spokoju.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/macedonia-przepiekne-i-nieznane/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Macedonia &#8211; uwagi ogólne</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/macedonia-uwagi-ogolne/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/macedonia-uwagi-ogolne/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Aug 2006 11:57:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Macedonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2261</guid>
		<description><![CDATA[Macedonia niedawno zniosła opłaty za wizy dla obywateli obcych państw, w tym Polski (wcześniej opłata wynosiła 50$), więc jest to dobra okazja aby odwiedzić ten maleńki kraj. Można spotkać się z opiniami, że warte odwiedzenia są tylko Ochryda i ewentualnie Skopie. Nie do końca jest to prawda ponieważ owszem wspomniane miejsca warte są odwiedzenia, jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Macedonia niedawno zniosła opłaty za wizy dla obywateli obcych państw, w tym Polski (wcześniej opłata wynosiła 50$), więc jest to dobra okazja aby odwiedzić ten maleńki kraj. Można spotkać się z opiniami, że warte odwiedzenia są tylko Ochryda i ewentualnie Skopie. Nie do końca jest to prawda ponieważ owszem wspomniane miejsca warte są odwiedzenia, jednak kraj ma do zaoferowania znacznie więcej &#8211; przede wszystkim wspaniałe góry oraz gościnność i życzliwość mieszkańców oraz przepiękne widoki. Pod koniec sierpnia, kiedy w sadach dojrzewają owoce praktycznie nie trzeba wydawać pieniędzy na jedzenie.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Przewodnik</h3>
<p style="text-align: justify;">Jedynym przewodnikiem w języku polskim jest &#8220;Bałkany&#8230;&#8221; wyd. Bezdroża 2005. Niestety dla Macedonii zarezerwowane w nim jest niewiele miejsca i jest on zdecydowanie niewystarczający jeśli chodzi o informacje praktyczne. Część opisowa historyczno -krajoznawcza ciekawa, ale tez niewielka. Nie to jest celem praktycznego przewodnika. Plusikiem na korzyść przewodnika jest fakt, że jest trochę napisane o górach i wycieczkach górskich</p>
<h3 style="text-align: justify;">Język</h3>
<p style="text-align: justify;">Oficjalnym językiem jest macedoński, który jest językiem słowiańskim, więc po opanowaniu kilku podstawowych słów i zwrotów jesteśmy w stanie bezproblemowo się porozumieć. Wśród młodych ludzi z powodzeniem porozumiewaliśmy się po angielsku. Generalnie nie jest to duży problem dla podróżnika.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Pieniadze</h3>
<p style="text-align: justify;">Walutą w Macedonii jest denar macedoński. Jego kurs jest dość stabilny i w przybliżeniu wynosi 1PLN = 15 MKD. Z wymianą waluty nie ma problemów (kantory), można płacić w euro, ale należy uważać i nie dać się oszukać na zafałszowanym kursie. Bankomaty znajdują się we większych miastach i są dość popularne. Obsługują wszystkie podstawowe typy kart płatniczych. Muszę dodać, że macedońskie banknoty są najładniejszymi banknotami jakie do tej pory widziałem. Są przepiękne.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Noclegi</h3>
<p style="text-align: justify;">Ze względu na mały ruch turystyczny (drogie wizy) nie istnieje rozwiniętą baza noclegowa poza najbardziej rozwiniętą turystycznie miejscowością czyli Ochrydą. Tam proponowano nam nocleg już za 5 euro. Wokół jeziora Ochrydzkiego znajdują się liczne autocampingi, gdzie można wynająć domek (wszystkie znajdują się niedaleko plaż nad jeziorem), lecz my mieliśmy problem z rozbiciem namiotu &#8211; tłumaczono nam, że możemy spać tylko w domkach. W górach bez problemów można spać na dziko lub w schroniskach (trzy w PN Pelister i jedno w Jakupicy) Ceny dla obcokrajowców wynosiły 400 MKD/os/noc (miejscowi 250MKD) warunki turystyczne. W Skopie jest schronisko młodzieżowe, ale ze schroniskiem wspólne ma tylko nazwę. Nocleg za 1 osobę w pokoju wieloosobowym po zniżce 1000MKD. To było jakieś nieporozumienie. W stolicy nie spaliśmy. Oprócz tego nie mieliśmy problemów z rozbijaniem namiotu przy gospodarstwach na wsiach.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Kolej</h3>
<p style="text-align: justify;">Sieć kolejowa nie jest najlepiej rozwinięta. My korzystaliśmy tylko dwa razy, na trasie z Bitoli do Bogomiły i z Bogomiły do Skopie (Bogomiła to stacja w połowie drogi pomiędzy Bitola a Skopie. Najlepsze miejsce wypadowe w góry Jakupica). Na tej trasie kursują 4 pociągi dziennie. (wcześnie rano, w południe, po południu i wieczorem). Ceny niewysokie (ok. 80 MKD za każdy odcinek ze zniżką na kartę euro 26) Zniżki można otrzymać bezproblemowo &#8211; okienka w kasach są oklejone logo organizacji. Pociągi standardu podobnego do tego jak w Polsce. Jeżdżą punktualnie.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Autostop</h3>
<p style="text-align: justify;">Ten typ podróżowania jest trudny w Macedonii ze względu na to, iż jest bardzo mało samochodów, a te które jadą są maleńkie (zatrzęsienie samochodów Daewoo Tico, Matiz&#8230;) albo stare i małe (Zastava 4). Jechaliśmy kilka razy, ale zawsze okupiliśmy to długim oczekiwaniem na okazję.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Autobusy</h3>
<p style="text-align: justify;">Korzystaliśmy dwa razy &#8211; na trasie Skopie Kumanovo (70MKD). Standard wysoki. Dworzec autobusowy w Skopie jest bardzo nowoczesny, napisy w języku angielskim. Drugi raz jechaliśmy gdzieś między górami Galicica, a Pelister &#8211; kierowca wziął nas za darmo. Generalnie dość częste i szybkie połączenia zarówno krajowe jak i międzynarodowe (do Sofii, Tirany, Istambułu oraz Europy Zachodniej)</p>
<h3 style="text-align: justify;">Góry</h3>
<p style="text-align: justify;">Największy problem z górami to totalny brak map turystycznych i topograficznych. Dokładnych map do turystyki górskiej nie można dostać ani w Polsce, ani na miejscu. Trzeba chodzić &#8220;na czuja&#8221; lub jeśli ewentualnie znajdzie się szlak i dowie (np. od miejscowych) dokąd prowadzi to można iść&#8230; Drugim problemem są pozwolenia. Góry Galicica i rejon Koraba są w strefie nadgranicznej i trzeba mieć specjalne pozwolenia na przebywanie w tym rejonie. Sprawę załatwia się wysyłając fax do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Republiki Macedonii w języku angielskim z prośbą o udzielenie zgody na przebywanie w strefie nadgranicznej w dniach&#8230; dane personalne osób i koniec. To nic nie kosztuje. Po miesiącu przychodzi e-mail od Ministerstwa, że wszystko jest w porządku i że wszystkie patrole straży granicznej oraz policji będą wiedziały, że możemy się tam poruszać, nie trzeba się zgłaszać po żaden dokument. Wydruk tego e-maila wystarczy. My pozwolenie mieliśmy, jednak na Korab nie wchodziliśmy, ale za to byliśmy bez pozwolenia w Galicicy. Nikt nas nie ścigał, ale teoretycznie nie wolno. Są tablice, e wstęp tylko dla osób z pozwoleństwami&#8230; Sporo informacji o macedońskich górach na summitpost.org</p>
<h3 style="text-align: justify;">Galicica</h3>
<p style="text-align: justify;">Góry i Park Narodowy Galicica. Przepięknie położone pomiędzy jeziorami Prespa i Ochrydzkim. Aby po nich chodzić potrzeba specjalnego pozwolenia, o którym wyżej. Brak mapy turystycznej. Najlepszą opcją dotarcia do tego parku narodowego jest udanie się wzdłuż jeziora Ochrydzkiego z Ochrydy w kierunku przejścia granicznego z Albanią i odbicie na wschód serpentynami na punkt widokowy. Zaraz za punktem widokowym znajduje się rozległa polana, gdzie spaliśmy. Po górach można chodzić na czuja, ponieważ znajdują się powyżej granicy lasu. Są bardzo proste i ich głównym walorem jest fakt, iż widać z nich obydwa olbrzymie jeziora. Przy drodze wjazdowej do parku narodowego (na skrzyżowaniu, gdzie odchodzi wspomniana droga na punkt widokowy) znajduje się plan z zaznaczonymi szlakami, jednak nie mają one żadnego pokrycia w terenie. Sporym utrudnieniem są nisko zawieszone chmury, które często nawiedzają okolice ze względu na bliskość dwóch ciepłych jezior. Z Ochrydy są organizowane wycieczki trekkingowe do tego parku narodowego. Plakat z reklamówką widzieliśmy w twierdzy nad Ochrydą.</p>
<h3 style="text-align: justify;">Pelister</h3>
<p style="text-align: justify;">Park Narodowy Pelister. Góry Baba. Najbardziej cywilizowane góry w Macedonii (istnieją szlaki i schroniska, ale map turystycznych nadal brak). Sporo informacji można znaleźć na summitpost.org. Bez wątpienia najpopularniejsze góry. Najwyższy szczyt Pelister 2601 m. npm. Na szczycie znajduje się stacja antenowa, do której można dojechać samochodem. Na temat tych gór wszystko napisane jest na http://www.summitpost.org/mountain/rock/153092/pelister.html i http://www.summitpost.org/mountain/rock/154931/baba.html</p>
<h3 style="text-align: justify;">Jakupica</h3>
<p style="text-align: justify;">Góry Jakupica i szczyt Solunska Glawa. http://www.summitpost.org/mountain/rock/153051/solunska-glava.html W tym linku także wszystko napisano. Do tego masywu jest bardzo wygodny dojazd, ponieważ do wsi Bogomiła jest bardzo dobry dojazd pociągiem (ze Skopię, bądź Bitoli). Góry przepiękne widokowo, podobno z najwyższego szczytu, przy dobrej pogodzie widać całą Macedonię. W górach jest schronisko, ale oprócz tego bazy noclegowej w okolicy brak. Podobno przy cerkwi można się rozbić za niewielką opłatą. My spaliśmy w lesie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/macedonia-uwagi-ogolne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Albania 2006 Trasa wyprawy</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/albania-2006-trasa-wyprawy/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/albania-2006-trasa-wyprawy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Aug 2006 21:13:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Albania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2243</guid>
		<description><![CDATA[Pokaż MDtravel na większej mapie






2006.08 Albania



]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><iframe width="550" height="450" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;t=p&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=41.186922,20.050049&amp;spn=3.720414,6.031494&amp;z=7&amp;output=embed"></iframe><br /><small>Pokaż <a href="http://maps.google.pl/maps/ms?ie=UTF8&amp;hl=pl&amp;t=p&amp;msa=0&amp;msid=114035633641013852393.0004818c4e03537294e9b&amp;ll=41.186922,20.050049&amp;spn=3.720414,6.031494&amp;z=7&amp;source=embed" style="color:#0000FF;text-align:left">MDtravel</a> na większej mapie</small></p>
<table style="width: 194px;">
<tbody>
<tr>
<td style="background: transparent url(http://picasaweb.google.com/s/c/transparent_album_background.gif) no-repeat scroll left center; height: 194px;" align="center"><a href="http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/200608Albania?feat=embedwebsite"><img style="margin: 1px 0 0 4px;" src="http://lh5.ggpht.com/_dyV5RZyS4vY/SmjLffScuDE/AAAAAAAAEA0/KES54m4jLj8/s160-c/200608Albania.jpg" alt="" width="160" height="160" /></a></td>
</tr>
<tr>
<td style="text-align: center; font-family: arial,sans-serif; font-size: 11px;"><a style="color: #4d4d4d; font-weight: bold; text-decoration: none;" href="http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/200608Albania?feat=embedwebsite">2006.08 Albania</a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/albania-2006-trasa-wyprawy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Albania &#8211; Szkodra i Shengjin</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/albania-szkodra-i-shengjin/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/albania-szkodra-i-shengjin/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Aug 2006 20:30:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Albania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2230</guid>
		<description><![CDATA[Stojąc na drodze wylotowej z czarnogórskiej miejscowości Ulicij, próbowaliśmy złapać stopa do Albanii. Niewielki ruch i zbliżający się wieczór spowodował pogorszenie nastrojów. W końcu na dziś byliśmy umówieni ze znajomymi w Shengjin od którego dzieliło nas jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Czekając na okazję myślałem o Albanii. Podświadomie trochę bałem się tego nieznanego, niekiedy traktowanego jako &#8220;europejska [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Stojąc na drodze wylotowej z czarnogórskiej miejscowości Ulicij, próbowaliśmy złapać stopa do Albanii. Niewielki ruch i zbliżający się wieczór spowodował pogorszenie nastrojów. W końcu na dziś byliśmy umówieni ze znajomymi w Shengjin od którego dzieliło nas jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Czekając na okazję myślałem o Albanii. Podświadomie trochę bałem się tego nieznanego, niekiedy traktowanego jako &#8220;europejska egzotyka&#8221; kraju. Zupełnie nie wiedziałem czego się po nim spodziewać. O Albanii wiedziałem tyle, ile napisał o niej Stasiuk w &#8220;Jadąc do Babadag&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu zatrzymał się mercedes na albańskich numerach. Wysiadł facet w średnim wieku i powiedział po serbsku, że jedzie do Szkodry i za 20 euro możemy jechać z nim. Chwila targowania się i ustaliliśmy, że jedziemy za 10 euro. Okazało się, że za te pieniądze dostaliśmy znacznie więcej niż podwózkę. Jechaliśmy z taksówkarzem, który mieszka w Szkodrze, a pracuje w Czarnogórze, bo tam można lepiej zarobić. Musiał być znany, bo prawie wszyscy mijani kierowcy trąbili i do niego machali, a w każdej mijanej wiosce zatrzymywał się i z kimś rozmawiał. Jego sława przydała się na granicy ( przejście Subotin), przed którą na wjazd do Albanii oczekiwało kilkadziesiąt samochodów. Nasz kierowca po prostu ominął kolejkę, podjechał do szlabanu, wziął paszporty, wyszedł na 3 minuty do budki strażników granicznych, oddał nasze dokumenty z albańskimi stemplami i z uśmiechem na ustach powiedział: &#8220;Welcome to Albania&#8221;. Już pierwsze mijane wioski świadczyły, że znaleźliśmy się w kraju, który pod wieloma względami odbiega od standardów, do jakich przyzwyczaiły nas inne europejskie państwa. Nie da się ukryć głębokich kontrastów istniejących w Albanii. Jadąc klimatyzowanym mercedesem mijaliśmy wozy zaprzęgnięte w osły, bardzo ubogie domostwa oraz sforę psów, która na boisku piłkarskim pożerała jakąś padlinę&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Dość przygnębiające widoki i coraz szybciej zapadający zmrok za oknem powodował pewne uczucie niepewności, szczególnie, że nie mieliśmy żadnego pomysłu na nocleg. Zapytaliśmy naszego kierowcę, czy zna coś przede wszystkim taniego, gdzie możemy się przespać. Bez chwili wahania odpowiedział: &#8220;Stary Grad&#8221; ucieszyliśmy się , że w tak dużym mieście uda nam się przespać za niewielkie pieniądze. Tuż przed samą Szkodrą kierowca pokazał ręką wysokie wzgórze, na którym mieściły się ruiny twierdzy i powiedział: &#8220;Stary Grad!&#8221;. Trochę mnie zatkało, bo była to słynna Twierdza Rozafa &#8211; najsłynniejszy zabytek Szkodry. W przewodniku (&#8220;Albania&#8221;, Tibor Dienes, wyd. &#8220;Piątek trzynastego&#8221;) nic nie było napisane o możliwości noclegu w zamku. Niedowierzając, chciałem się upewnić, czy aby na pewno tam można spać. W odpowiedzi usłyszałem, że w Albanii można bez problemu rozbijać się na państwowej ziemi, a zamek należy do państwa, więc tam też można i że mam się nie obawiać bo tam zawsze śpi mnóstwo obcokrajowców, których sam tam czasem wozi. Uspokoiło mnie to trochę. Ale tylko trochę. Po 10 minutach byliśmy pod bramą Twierdzy. Rozliczenie, pożegnanie i taksówkarz zniknął za pierwszą serpentyną dojazdu na wzgórze.</p>
<p style="text-align: justify;">Wejście do zamku było płatne (200 leke od obcokrajowca), ale nigdzie informacji o noclegach. Bileter mówił tylko po albańsku, którego my nie zupełnie nie rozumieliśmy, więc od niego tez się niczego nie dowiedzieliśmy. Nawet język migowy zawiódł. Weszliśmy do zamku jako zwykli turyści. Okazało się, że jest tam knajpka, która jednak właśnie się zamykała. Oprócz nas nie było tam nikogo. Zrobiło się już zupełnie ciemno, więc podziwiając wspaniały widok na nocna Szkodrę zjedliśmy obiad i położyliśmy się spać w śpiworach na najwyższej baszcie zamku. Jednak wiatr nie pozwalał zasnąć, więc rozbiliśmy namiot na samym środku trawiastego dziedzińca. Byliśmy w Albanii zaledwie 2 godziny, a już spotkały na przygody, których w życiu byśmy się nie spodziewali. Jeszcze tylko sms do Jacka, że nad morze dojedziemy następnego dnia w południe i poszliśmy spać. Dopiero w domu potwierdziłem wiadomość, że to miejsce jest bardzo popularne wśród turystów i spanie na dziko w tej twierdzy nie należy do rzadkości. Jedynym utrudnieniem, o którym trzeba pamiętać może być brak wody, której zapas mięliśmy w butelkach. Rankiem obudziły nas głosy pierwszych turystów, którzy widząc nas wychodzących zaspanych z namiotu robili dość dziwne miny i przyspieszali kroku. Zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy jak gdyby nigdy nic. Plan na dziś to przedostanie się do Shengjin, wymiana waluty i ustalenie z Jackiem planu zwiedzania Albanii.</p>
<p style="text-align: justify;">Szkodra jest pierwszym miastem, do którego trafiają turyści przyjeżdżający od północnej strony. Przeważnie jest tak, że pierwsze wrażenie odgrywa znacząca role w postrzeganiu danego regionu, bądź nawet państwa. Szkodra sprawia, że pierwsze wrażenie jest wręcz fatalne. Miasto jest obrzydliwe, śmierdzące i generalnie nie ma za wiele w nim do oglądania. Brak asfaltu na połowie ulic (nie wspominając o chodnikach), wszechobecne dziury, rozsypujące się budynki (w niektórych czasem ciężko odróżnić, czy budynek jest niedokończony, czy się sypie), śmieci walające się wszędzie nie świadczą dobrze o mieście. Byliśmy w takich warunkach po raz pierwszy, więc doznaliśmy małego szoku. Jednak jak to zazwyczaj bywa w takich miejscach, mieszkańcy okazali się wspaniali. Widząc dwie osoby z plecakami na grzbietach pytali &#8220;what can I halp you?&#8221; lub &#8220;it&#8217;s OK.?&#8221;. Zazwyczaj umieli tylko tyle powiedzieć, ale ich uśmiech potwierdzał dobre zamiary. Kierowaliśmy się w stronę centrum, aby znaleźć kantor. Napotkani ludzie nie za bardzo potrafili pomóc. Gdy minęliśmy &#8220;targ rybny&#8221; (czyli ryby leżące na poboczu, które były bardzo chętnie kupowane przez kobiety uwijające się pomiędzy nimi) z kawiarni mieszczącej się niedaleko usłyszeliśmy: &#8220;Hallo Americans! What are you doing in Albania?&#8221; Facet znał angielski całkiem nieźle, więc powiedzieliśmy mu o zamiarze wymiany pieniędzy. Facet gwizdnął przeciągle i ze sklepu mięsnego z drugiej strony ulicy przybiegł młody chłopak ze zwitkiem banknotów. Na szczęście wiedziałem ile powinniśmy dostać za 100$ i jak wyglądają albańskie banknoty. 9500 leke było sumą która nas satysfakcjonowała. I tak oto na kawiarnianym stole wymieniliśmy pieniądze u sprzedawcy z mięsnego. Gdy zapytaliśmy o transport do miejscowość Lheze facet znów gwizdnął i zatrzymał się busik &#8211; po krótkiej wymianie zdań, usłyszeliśmy &#8220;OK.! Go with him&#8221;. Nie zdążyliśmy podziękować I już siedzieliśmy w zdezelowanym busie (Szkodra &#8211; Lheze 200 leke/os). Mieliśmy jeszcze przez chwilę okazje obserwować ohydną Szkodrę, a potem krajobraz nizin nadmorskich północnej Albanii. Równina z majaczącymi na wschodzie górami porośnięta była suchą roślinnością oraz sporadycznie występującymi drzewami. Do naszego busa dosiadały się różne osoby w tym kobiety w strojach ludowych. Pędząc po jedynej nie dziurawej drodze (Szkodra &#8211; Tirana w dobrym stanie) po chwili byliśmy w mieście gdzie znajduje się mauzoleum Skanderbega &#8211; bohatera narodowego Albanii. Szybko przesiedliśmy się na wskazany autobus (40 leke), wypełniony po brzegi ludźmi ze sprzętem plażowym. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy w knajpie na plaży w Shengjin i popijaliśmy piwo Tirana. W sms opisaliśmy knajpę i czekaliśmy na Jacka. Przyszedł ze swoją córka Julka i jej koleżanka Owcą po naszych trzech piwach. Uściskom nie było końca i przez plażę poszliśmy do hotelu, w którym oni czekali już dwa dni. Po drodze mięliśmy okazje rozejrzeć się po &#8220;popularnym kurorcie&#8221;, jak Shengjin zostało nazwane w przewodniku. Syfowi nie było końca. Plaża brudna, budynki odrapane (tylko hotele miały bardzo wysoki standard), osły pasą się wszędzie&#8230; W Shengjin zobaczyliśmy bunkry, z których Albania słynie &#8211; były wszędzie &#8211; na plaży, przy drogach, na podwórkach&#8230; Ceny hoteli od 20 do 25 euro za 3 osobowy pokój. Innej opcji nie ma. Jeśli jesteś sam &#8211; płacisz za trzech. Zamieszkaliśmy w hotelu &#8220;Boga&#8221;. Okropny upał, smród rozkładających się śmieci na ulicy, a z drugiej strony klimatyzacja hotelowa sprzyjała zostaniu w pokoju. Zjedliśmy obiad złożony ze świeżych owoców oraz popiliśmy to albańskim winem, które sprawiło, że nie dałem rady pójść z innymi na plażę. Dla mnie dzień skończył się o 17&#8230; Reszta plażowała do wieczora.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/albania-szkodra-i-shengjin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Albania &#8211; góry</title>
		<link>http://www.mdtravel.pl/albania-gory/</link>
		<comments>http://www.mdtravel.pl/albania-gory/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Aug 2006 20:29:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2006 Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Albania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.mdtravel.pl/?p=2234</guid>
		<description><![CDATA[Rankiem z niewielkim bólem głowy wstałem przed wszystkimi i zacząłem analizować mapę oraz przewodnik. Do wyboru mieliśmy dwie opcje: dzikie góry Północnoalbańskie, o których wiedzieliśmy niewiele, lub zwiedzanie zabytków na południu. Jako, że głównym celem naszej wyprawy było chodzenie po górach, zdecydowaliśmy się na jazdę do Theth. Bus do Lheze (100 leke), tam zwiedzanie centrum, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Rankiem z niewielkim bólem głowy wstałem przed wszystkimi i zacząłem analizować mapę oraz przewodnik. Do wyboru mieliśmy dwie opcje: dzikie góry Północnoalbańskie, o których wiedzieliśmy niewiele, lub zwiedzanie zabytków na południu. Jako, że głównym celem naszej wyprawy było chodzenie po górach, zdecydowaliśmy się na jazdę do Theth. Bus do Lheze (100 leke), tam zwiedzanie centrum, dalej do Szkodry (bus 200 leke), gdzie zrobiliśmy spore zapasy żywności i dalej busem do Koplik (100 leke). Po drodze udało nam się zwiedzić mauzoleum Skanderbega, które jednak nie jest zbyt interesujące oraz zobaczyć jak wygląda &#8220;punkt wymiany walut&#8221;. Na jednej z ulic stało kilkudziesięciu facetów z grubymi plikami banknotów. Stali i przeliczali banknoty zwykle o nominałach 1000 leke. Jako, że jest to biznes nie do końca legalny, tylko wzrokiem zachęcali do wymiany. Co jakiś czas przychodziły różne osoby bez większych targów wymieniały twardą walutę&#8230; Temu wszystkiemu przyglądał się policjant, którego Kamilowi udało się uchwycić prawdopodobnie w momencie przekazywania jego &#8220;prowizji&#8221;. Albański klimat w pełni.Naszą wizytę w górach Północnoalbańskich opisałem w osobnym artykule, więc ograniczę się do jego przytoczenia&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Z ciężarówki wysiedliśmy w centrum miasteczka. Z ponad stołów, na których stały filiżanki porannej kawy i rakija, spoglądali na nas miejscowi. Doskonale wiedzieli po co przyjechaliśmy. Zagraniczni turyści przyjeżdżają tu tylko po to, aby wynająć ciężarówkę i jechać dalej, w góry. Po kilkunastu minutach już opuszczaliśmy Koplik. Siedząc na workach mąki i skrzyniach z papryką, jechaliśmy z zaopatrzeniem dla wsi Theth. Najlepszego miejsca wypadowego w albańską część Gór Przeklętych, jak można przetłumaczyć ich słowiańska nazwę Prokletije.</p>
<p style="text-align: justify;">Przejechanie 40 kilometrów zajęło nam ok. 3h. Z poziomu jeziora Szkoderskiego (prawie na poziomie morza), poprzez przełęcz na wysokości 1600 m n.p.m., tysiąc metrów w dół na dno doliny, gdzie położona jest wioska, w której niewiele zmieniło się od czasów, kiedy Turcy próbowali podporządkować sobie te ziemie w XV w. Przyjechaliśmy w góry, o których na stronach polskiego MSZ napisane jest, iż są &#8220;szczególnie niebezpieczne&#8221;, a jedyną ich mapę wykonali jugosłowiańscy wojskowi kilkadziesiąt lat temu. Jednak przywitała nas nieopisana życzliwość ludzi, dla których strojem codziennym jest tradycyjny ubiór ludowy oraz wspaniała i dzika przyroda, która tam wciąż wygrywa walkę o przetrwanie z cywilizacją.</p>
<p style="text-align: justify;">Wysadzono nas przy ruinach, które kiedyś były hotelem wybudowanym specjalnie dla komunistycznego dyktatora Envera Hodży, a teraz służy za stajnie. Tuż przy nich znajduje się jeden z dwóch we wsi sklepów, którego właściciel prowadzi także kamping. Nie mieliśmy innych informacji o noclegach, wiec postanowiliśmy przenocować właśnie tam. Sklepikarz zanim sprzedał nam cokolwiek, przedstawił nam swoją żonę i dwie córki. Niestety jedynym językiem jaki znał był albański. Wiadomość o naszym przybyciu szybko się rozniosła, gdyż zanim się rozbiliśmy przyszedł policjant, który spisał nasze dane z paszportów do księgi meldunkowej. Przyszła też jedyna kobieta we wsi, która znała angielski na tyle dobrze, aby powiedzieć nam, że kilka dni temu tez był ktoś z Polski i mamy się czuć jak u siebie w domu. Resztę popołudnia spędziliśmy na opowieściach z podróży, gdyż Jacek, Julka i Owca do Albanii przyjechali z Bułgarii przez Macedonię, a ja z Kamilem przez Bośnie i Hercegowinę i Czarnogórę.</p>
<p style="text-align: justify;">Po nocy pełnej opowieści postanowiliśmy pójść na rekonesans. Wskazaną nam drogą, nieoznaczonymi ścieżkami, przez zdziczałe sady doszliśmy do wielkiej polany, na której stało kilkanaście namiotów i kilka samochodów terenowych. Polana z trzech stron otoczona była wysokimi na 1000 m. pionowymi ścianami, które kończyły się skalistymi, postrzępionymi szczytami. Grupą w namiotach byli węgierscy speleologowie, którzy właśnie wynajmowali osły i konie do transportu ich sprzętu w wyższe partie gór.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.mdtravel.pl/albania-gory/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
